25.11.20224 min

Maciej OlanickiRedakcja Bulldogjob

Kogo tak naprawdę zwalnia się dziś z IT?

Sprawdź dane dotyczące rozkładu stanowisk w IT, jakie piastowały osoby zwolnione na fali ostatnich redukcji zatrudnienia w IT.

Kogo tak naprawdę zwalnia się dziś z IT?

Od miesięcy śledzimy zachodzący w IT proces, który z początku nazywano ostrożnie hiring freeze, a dziś bez ogródek określać go można masowymi zwolnieniami. W ciągu ostatnich tygodni w zasadzie wszystkie największe spółki światowego IT, nazywane zbiorczo big techem, pozbyły się łącznie dziesiątek tysięcy pracowników. 

Psst! Jeżeli nie chce Ci się czytać możesz obejrzeć ten materiał w formie wideo:

 

Kogo zwalnia się z IT?

Dotąd jednak relatywnie niewiele wiedzieliśmy o strukturze stanowisk i proporcjach specjalizacji, które objęte zostały zwolnieniami. Nie było wystarczająco jasne, kto tak naprawdę został zwolniony z Google, Facebooka, Apple, Intela czy Twittera. To się jednak właśnie zmieniło za sprawą danych zgromadzonych w uruchomionym ad hoc serwisie layoffs.fyi. 

Jest to ciekawa oddolna inicjatywa, w której to zwolnieni pracownicy publikują dane o szczegółach redukcji, łącznie ze stanowiskami. To o tyle wartościowe źródło informacji, że same komunikaty korporacji są nad wyraz oszczędne w szczegóły, a nie brakowało także przypadków podszywania się przez zwolnionych pracowników np. Twittera. 

Dzięki layoffs.fyi możemy zatem w końcu odpowiedzieć na najbardziej nurtujące pytania dotyczące zwolnień w IT – przede wszystkim zaś o to, ilu wśród zwolnionych to wykwalifikowani specjaliści techniczni, zwłaszcza developerzy, a ilu to przedstawiciele personelu z pozostałych departamentów. Uwaga! Warto odnotować, że ponad 90% zgłoszeń na layoffs.fyi pochodzi z krajów anglosaskich: USA, Kanady i Wielkiej Brytanii. 


Struktura zwolnień w IT

Zanim przejdziemy do analizy zebranych danych, warto skupić się na początek na suchych liczbach. Największą grupą zawodową zwolnioną z IT są programiści przedstawiający się tu jako Software Engineer – stanowią oni 38,6% wszystkich zwolnionych. Kolejne 4,4% to inżynierowie oprogramowania określający się jako menedżerowie – należy tu więc doliczyć m.in. Tech Leaderów i Team Leaderów. Łącznie programiści stanowią więc okrągłe 43%.

Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że to nie jedyna grupa, którą ogólnie można określić jako pracownicy techniczni. Należy tu przecież dodać także inne specjalizacje, które także wymagają przynajmniej podstawowych kompetencji programistycznych. W rezultacie do 43% należy doliczyć kolejne punkty procentowe: Data Engineer (2,5%), oraz Data Scientist (2,1%), a więc relatywnie młode specjalizacje, które być może jeszcze nie do końca zakorzeniły się w IT. 

Przejdźmy do stanowisk nietechnicznych. Tutaj zaskoczenie może być relatywnie spory odsetek tzw. kierownictwa C-level, czyli dyrektorów, od Chief Officer. CEO (dyrektor wykonawczy), CTO (dyrektor techniczny) czy CFO (dyrektor finansowy) stanowią aż 3,9% zwolnionych w ostatnim czasie. Zwolnienia nie ominęły także poziomu kierowniczego, menedżerskiego. Tutaj największy odsetek zwolnionych stanowią Product Managerowie (7,9%). Z pracą pożegnało się także wielu Product Designerów (4,9%) oraz rekruterów (3,0%). 


Ponad 40 procent – dużo czy mało?

Udzielenie odpowiedzi na pytanie o to, czy ponad 40 procent wśród zwolnionych pracowało jako developerzy, to relatywnie dużo, czy też nie, nie jest łatwe. Równie dobrze można pytać, czy szklanka jest w połowie pełna, czy pusta, ale jednak można sobie pozwolić na osadzenie tych danych w kontekście wydarzeń ostatnich kilkudziesięciu miesięcy zarówno w amerykańskim, jak i światowym IT.

Z jednej strony jak mantrę powtarza się od lat, że wykwalifikowanych pracowników technicznych, przede wszystkim programistów, jest w IT zdecydowanie zbyt mało. Szefowie big techu dwoją się i troją, aby uruchamiać programy, dzięki którym programować uczą się już dzieci w wieku szkolnym. Apele te są powtarzane przez przedstawicieli rodzimych firm. Jeśli tak postawimy sprawę, to masowe zwolnienia programistów mogą być zaskoczeniem.

Z drugiej strony trzeba uwzględnić wydarzenia ostatnich dwóch lat, w których w zasadzie wszystkie korporacje big tech znacząco, nierzadko dwukrotnie, zwiększyły liczbę swoich pracowników. Przyczyniła się do tego pandemia, która dla Doliny Krzemowej okazała się business opportunity. Uruchomiono dziesiątki nowych przedsięwzięć, np. dostarczono na rynek wiele narzędzi służących organizacji pracy zdalnej, które świetnie się sprzedały i sprawiły, że przez pandemię big tech przeszedł w dużej mierze suchą stopą, często zarabiając gigantyczne kwoty.


Papierek lakmusowy spowolnienia

Rzecz w tym, że programista to bardzo kosztowny w długotrwałym utrzymaniu zasób. Dziś świat boryka się już z innymi wyzwaniami i nie ma większych wątpliwości, że za oficjalną datę końca pandemii – zupełnie bez związku z sytuacją pandemiczną czy epidemiologiczną –  należy globalnie uznać 24 lutego 2022 r. Dzień, który zmienił wszystko, dziś dosięga konsekwencjami także IT.

Trudno nie odnieść wrażenia, że duży, pandemiczny wzrost liczby kosztownych pracowników technicznych dzisiaj – po tym, gdy wykonali już oni swoją pracę – musi być i jest rewidowany.

<p>Loading...</p>