25.06.20223 min

Maciej OlanickiRedakcja Bulldogjob

„Innowacje” w procesorach Intela jak ucieczka do przodu

Borykający się z licznymi problemami Intel aktywnie szuka ich rozwiązania. Mogą się nią okazać niebotyczne częstotliwości taktowania zegarów procesorów. Brzmi znajomo?

„Innowacje” w procesorach Intela jak ucieczka do przodu

Kolejne zapowiedzi Intela o przełomie nadchodzącym już za chwileczkę, już za momencik porównać można do rojeń o Wunderwaffe. Lata mijają, dzieje się niewiele lub nic nowego, a udziałowcy i konsumenci się niecierpliwią. Oczywiście opóźnieniom w dostawach trudno się dziwić, boryka się z nimi cała branża. Rzecz w tym, że Intel od wielu lat zdaje się mieć problem z czymś, czym najbardziej się szczyci – z innowacyjnością.


Nowe Intele taktowane do 6 GHz

Jak bowiem traktować nieoficjalne doniesienia, według których układy nowej, 13. generacji procesorów Niebieskich, Raptor Lake, które testowane są już dziś przez partnerów Intela, mają być taktowane aż do 6 GHz? Należy dodać, że takie parametry mają być osiągane w tzw. trybie Efficient Thermal Velocity Boost (ETVB). 


Oczywiście takie informacje mogą być interesujące dla osób zajmujących się podkręcaniem fabrycznych możliwości procesorów, jednak historia pokazuje, że podbijanie częstotliwości taktowania zegara ma swój koszt. Intel już raz zresztą śmiało eksperymentował w tej materii w dawnej epoce Pentium IV, która jest uważana za jedną z najgorszych odsłon tej słynnej rodziny układów w czasach, gdy kolejne serie były jeszcze oznaczane rzymskimi cyframi.

W ostatnim czasie pisałem o tym, jak nietrafionymi miarami wydajności procesorów są tak forsowane przez działy marketingu rdzenie, nanometry. Na wieść o niebotycznych 6 GHz nowych procesorów Intela nie sposób nie przypomnieć sobie żartów, jakie kilka lat temu robiono sobie z AMD, które poszukiwało wzrostów wydajności, dokładając kolejne rdzenie – pamiętamy słynne „wincyj rdzeniuf”. Dziś równie dobrze o myśli przewodniej w innowacji Intela złośliwy powiedziałby „wincyj hercuf”.

Oczywiście krzywdzące byłoby mówić, że Intel nie opracowuje żądnych innowacji – wystarczy spojrzeć na plany budowania nowych typów tranzystorów, których dzięki współdzieleniu poszczególnych elementów oraz innym metodom ich zagęszczania jest z serii na serię coraz więcej. Niemniej w czasie, gdy nie można już dalej mówić, że ekstrapolacja Moore’a pozostaje aktualna, podkręcanie zegarów wydaje się próbą ucieczki do przodu.


Więcej problemów Intela

To jednak zaledwie jedna z wielu problematycznych dla Chipzilli kwestii. Nowa wyszła na jaw w ostatnim czasie – Intel zmuszony jest opóźnić budowę nowej fabryki procesorów w Ohio. Jednej z tych, które miały uniezależnić amerykańskiego producenta od linii produkcyjnych TSMC. 

W Stanach trwają bowiem aktualnie prace legislacyjne nad CHIPS (Creating Helpful Incentives to Produce Semiconductors) – aktem, który ma pomóc Amerykanom w rozwiązaniu problemów z dostępnością półprzewodników dzięki zainwestowaniu 52 mld dolarów w rodzime fabryki. Co prawda przedstawiciele Intela nadal twierdzą, że produkcja w Ohio ruszy do 2025 roku, jest to jednak zależne od przyjęcia CHIPS. 

Biorąc pod uwagę te i wiele innych czynników, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że nasze publikowane półżartem półserio zachęty, aby już dziś wyrzucić do kosza swój procesor x86 i kupić maszynę z układem ARM, mają więcej sensu, niż mogłoby się wydawać.

<p>Loading...</p>