28.10.20223 min

Maciej OlanickiRedakcja Bulldogjob

Armagedon w Dolinie Krzemowej. Straty na 950 mld dol.

Kryzys sięgnął tych, którzy mieli być na niego najbardziej odporni. Wycena największych branżowych korporacji z Doliny Krzemowej zmalała w tym tygodniu o blisko bilion dolarów.

Armagedon w Dolinie Krzemowej. Straty na 950 mld dol.

Mijający tydzień sektor big tech zapamięta na długo. W wyniku publikacji kwartalnych raportów finansowych jak na dłoni zaczęło być widoczne, że branża, o której wielu mówiło, że jest odporna na kryzysy i makroekonomiczne zawirowania, faktycznie taka nie jest. Jest po prostu odporna nieco dłużej niż inne. Dość powiedzieć, że w ciągu ostatnich dni z wyceny największych amerykańskich spółek IT wyparowało 800 mld dolarów.


Czarny wtorek dla big techu

Akcje największych spółek giełdowy z branży IT zanurkowały w ten wtorek, w odpowiedzi na publikację raportów finansowych. Co jednak zaskakuje, nie nastąpiło odbicie i ich wartość spadała jeszcze do wczorajszego wieczoru. Straty dosięgły niemal wszystkich największych przedsiębiorstw, z których usług i produktów korzystają miliardy użytkowników, zarówno konsumentów, jak i klientów biznesowych, łącznie z najwyższej pozycjonowanym sektorem enterprise, który pokrywa się w dużej mierze z listą Forbes 500.

Problemy dotknęły Microsoft, Alphabet i Google, Amazon, Metę i Facebooka. Przy czym jako problemy nie należy rozumieć straty – te poniósł w zasadzie tylko Intel, ale Intel znajduje się bodaj w najtrudniejszej sytuacji od 1968, kiedy to korporacja została założona. Bieżący kryzys nałożył się na trwające od lat u Niebieskich problemy i poznaliśmy już tego następstwa – w czwartym kwartale Intel planuje zwolnienie tysięcy pracowników, co ma pozwolić na zaoszczędzenie 10 mld dolarów rocznie do roku 2025.

W przypadku pozostałych wymienionych firm nie ma mowy o stratach, raczej o spadkach przychodów. Lub czegoś, co miało najpewniej największy wpływ na spadek wartości akcji: w niemal całym amerykańskim big techu wyniki finansowe nie spełniły oczekiwań wynikających z wcześniejszych prognoz analityków. To właśnie ten aspekt najczęściej poruszany jest przez media wyspecjalizowane w komentowaniu wydarzeń na Wall Street – w publikacjach Financial Times czy Wall Street Journal jak mantra powtarzane jest jedno słowo – dissapointment, rozczarowanie.


Rozczarowanie, czyli co?

Spójrzmy na liczby. Według danych wspomnianego Financial Times, przychód Amazona jest o 15 mld dolarów niższy niż oczekiwany. Przy czym nadal wynosi on bez mała 140 mld dolarów. Na „rozczarowanie” wynikami Amazonu, i dotyczy to także Microsoftu, który w ostatnim kwartale fiskalnym odnotował spadek przychodu netto z 20 mln 505 tys. dolarów do 17 mln 556 tys. dol. kwartał do kwartału, wpływ miały także niesatysfakcjonujące wzrostu przychodu z biznesu cloudowego. Widać, że biznes szuka oszczędności właśnie w doborze i wykorzystaniu usług chmurowych


Ogółem pięć największych korporacji IT – wliczyć należy tu Amazon, Alphabet, Apple, Meta i Microsoft – straciło na wycenie 950 mld dolarów od momentu, w którym rozpoczął się tzw. earning season, sezon zarobkowy, czyli najczęściej miesiąc następujący po zamknięciu kwartału finansowego. Jak już wspomniano, rodzynkiem jest Apple, co widać choćby po wzroście przychodów netto z 94 mln 680 tys. dol. do  99 mln 803 tys. dol. Warto zaznaczyć, że w skali rocznej straty w przypadku siedmiu największych korporacji są szacowane przez CNBC na 3 biliardów dolarów. Po szczegółowe dane dotyczące wyników finansowych spółek big tech zapraszamy do opublikowanych raportów:


Skutki

Od komentatorów czy tzw. ekspertów wymaga się, aby na podstawie bieżących wydarzeń wyciągali oni wnioski i na ich podstawie rysowali dalekosiężne prognozy. Warto przypomnieć, że właśnie tego rodzaju prognozy miały znaczy udział w spadku wartości akcji big techu. Jako miłośnik posługiwania się w celu rysowania choćby najbardziej krótkoterminowych perspektyw faktycznymi wydarzeniami, a nie fusami bądź szklaną kulą mogę powiedzieć jedno – pracowników branży IT w USA czekają zwolnienia, a użytkowników, tak konsumentów, jak i klientów biznesowych, czeka wzrost ponoszonych kosztów. 

To właśnie w pierwszej kolejności pracownicy ponoszą skutki umiarkowanie odpowiedzialnej polityki swojego kierownictwa i można to powiedzieć z przekonaniem graniczącym z pewnością. Dowodzi już zresztą tego przykład Intela czy Microsoftu, który niedawno w związku z niesatysfakcjonującym wzrostem przychodu (nie jego brakiem i nie jego spadkiem, lecz właśnie niesatysfakcjonującym wzrostem) zrzucił „balast” w postaci tysiąca zatrudnionych. Konsekwencji nie poniosą udziałowcy, gdyż ci mają moc sprawczą, by odwołać dyrektorów wykonawczych. Poniosą go pracownicy poprzez utratę pracy i konsumenci poprzez wzrosty cen produktów i usług.

<p>Loading...</p>