18.11.20224 min

Maciej OlanickiRedakcja Bulldogjob

Farsa trwa: siedziba Twittera zamknięta na cztery spusty

Poznaj kolejne kuriozalne decyzje podejmowane przez Muska w sprawie Twittera. A jest ich sporo.

Farsa trwa: siedziba Twittera zamknięta na cztery spusty

W zasadzie nie ma ostatnio dnia, w którym Elon Musk nie podjąłby lub nie zapowiedział decyzji, która potwierdza najgorsze obawy tak udziałowców Twittera, jak i reklamodawców, a nawet użytkowników. A nawet szerzej – obawy nas wszystkich, bo skoro człowiek takiego formatu zostaje jednym z najbardziej wpływowych i najbogatszym człowiekiem na świecie, to czego się po takim świecie spodziewać? ;)


Kwestii okoliczności przejęcia Twittera i pierwszych decyzji nie trzeba już chyba osadzać w kontekście – w sprawie orientują się przynajmniej nieźle nawet ci, którzy nie do końca sobie tego życzyli. A jeśli ktoś właśnie przedwcześnie obudził się ze snu zimowego, to zachęcamy do lektury wcześniejszych publikacji w tej sprawie publikowanych w ostatnim czasie na blogu Readme:


My zaś śpieszymy z kolejnymi doniesieniami, gdyż jak wiadomo za człowiekiem takiego kalibru, jak Elon Musk nadążyć nie jest łatwo.


Musk żąda ekstremalnego hardcore’u

Nie ma już wątpliwości, że Musk jest na otwartej wojnie z pracownikami Twittera, a przynajmniej z tymi z nich, których jeszcze nie zwolnił, bądź sami się nie zwolnili. Sytuację zaogniło ultimatum, które Musk postawił pracującym w Twitterze, a które żywo przypomina wcześniej „zachęty” stosowane przez Sundara Pichaia, dyrektora wykonawczego Google. Pichai wystosował do zatrudnionych w Google płomienny apel, w którym domaga się jeszcze większej koncentracji i zaangażowania niż dotychczas, choć to i tak nie uchroni wszystkich przed zwolnieniem.

Musk podobne treści przekazał swoim stylem, nienacechowanym przerostem ogłady, a który przez jego zwolenników jest nazywany „bezpośrednim przywództwem”. Pracownicy Twittera otrzymali maile, w którym Musk stwierdził, że aby zbudować nowy „Twitter 2.0” konieczne jest wprowadzenie trybu „ekstremalnego hardcore’u” oznaczającego w praktyce dalszą intensyfikację pracy, a warto zaznaczyć, że w Twitterze pracować ma się już w 12-godzinnych zmianach przez sześć dni w tygodniu, a niektórzy menedżerowie decydują się na sypianie w siedzibie.

Ci, którzy godzą się na ekstremalny hardcore, mieli kliknąć potwierdzenie. Ci, którzy tego nie zrobili, zostaną zwolnieni z zachowaniem trzymiesięcznego okresu wypowiedzenia. 


I nie zgadniecie, co się stało. Otóż setki osób zrezygnowały po tym mailu z pracy w Twitterze.


Musk zapowiada przekazanie przywództwa

Zdaje się, że to sprawiło, że choć na moment i w jakimś niewielkim stopniu, Musk uświadomił sobie, w jakim zaczął znajdować się położeniu. Na reakcję, rzuconą niby mimochodem, a z całą pewnością adresowaną do udziałowców i reklamodawców, nie trzeba było długo czekać, a to przede wszystkim za sprawą tego, że piękna katastrofa w Twitterze zaczęła odbijać się na akcjach Tesli. Te nadal stanowią w dużej mierze o zasobności Muska, choć przed przejęciem Twittera spieniężył część udziałów, by potem móc angażować w code review na Twitterze (dokonywano tego na kartkach z wydrukowanym kodem, serio) część personelu Tesli.

Następnie, w środę, zapewne w celu uspokojenia inwestorów, Musk zapowiedział, że ma zamiar skrócić okres swojego szefowania Twitterem. Po początkowym okresie „reorganizacji” ma on oddać przywództwo inne ręce.


Musk zamyka siedzibę Twittera

Kolejnym przykładem tego, że Musk coraz bardziej zdaje sobie sprawę z tego, w jakich tarapatach się znalazł, jest najświeższa decyzja o całkowitym zamknięciu siedziby Twittera dla pracowników. Mają oni pracować z domu, mimo że to Musk jako jedną ze swoich decyzji ogłosił powrót do biura. Odmowa wiązała się, a jakże, ze zwolnieniem.

Wstępnie biura Twittera pozostaną zamknięte do poniedziałku, 21 listopada. Powód decyzji nie został podany, ale jest to tajemnica poliszynela. Musk zwyczajnie boi się, że część pracowników, którzy zrezygnowali z pracy do korporacji po środowym „hardcore’owym” ultimatum, nadal będzie miała dostęp do infrastruktury firmy i będzie próbowała dokonać jakiejś formy sabotażu. Oznacza to, że jego działania nie były poprzedzone opracowaniem stosownych polityk offboardingu, które zabezpieczyłyby Twitterza przed ewentualnymi szkodami. Pokazuje także, w jak doraźnym trybie działa sam Musk. 


Musk i absolutna wolność słowa 

W tej samej wiadomości, w której Musk oznajmił pracownika zamknięcie biur, napisał także:

Proszę o dalsze zachowywanie zgodności z polityką firmy w postaci wstrzymywania się od dyskusji o jej niejawnych informacjach w mediach społecznościowych, na łamach prasy lub gdziekolwiek indziej.


To z kolei odpowiedź, na liczne, bardzo liczne, tweety pracowników Twittera, którzy jawnie szydzą z niekompetencji technicznej Muska. Nieźle, jak na człowieka, który sam siebie nazywa „absolutystą wolności słowa”.

<p>Loading...</p>