28.10.20225 min

Maciej OlanickiRedakcja Bulldogjob

Elon Musk przejął Twittera, ale nie ma powodów do płaczu

Stało się. Elon Musk został właścicielem Twittera. Czy to w ogóle możliwe, aby pod jego kierownictwem serwis ten stał się jeszcze gorszym miejscem, niż jest obecnie?

Elon Musk przejął Twittera, ale nie ma powodów do płaczu

Dla wielu wiadomością dnia okazała się informacja o tym, że koniec końców Elon Musk stał się właścicielem Twittera. Zapłacił za to bez mała 44 mld dolarów, zaś styl, w jakim tego dokonał, wielotygodniowe przepychanki, a ostatnio groźby gigantycznych masowych zwolnień bardzo wiele mówią o farsowym charakterze całego przedsięwzięcia, jak i samego Muska

Jednocześnie w reakcji na zakupy, zwłaszcza w amerykańskich mediach, podniesiono larum – masowo publikowane są lamenty, że oto na naszych oczach umiera wolność słowa i demokracja. Ale czy przekonujący do tego zapomnieli już, jakim medium stał się Twitter?

Czy raczej, jak zasadniej byłoby zapytać, czy pod wodzą Elona Muska Twitter może stać się jeszcze jakkolwiek gorszym miejscem, niż był dotychczas?


Kim jest, kim nie jest, a kim chce być Elon Musk?

Gwoli jasności – jestem ostatnią osobą, która będzie bronić Elona Muska w jakimkolwiek obszarze jego działalności. Na łamach samego Readme nazywałem go już hochsztaplerem czy przedsiębiorczym dziedzicem właściciela kopalni szmaragdów. Zaś jego rzekomo genialne wynalazki, jak budowane przez Boring Company korkujące się tunele dla samochodów Tesla czy kosmiczne śmieci firmy Starlink realnie utrudniające obserwację nieba, to kurioza, może i śmieszne, ale głównie straszne. Elon Musk to nie jest facet z mojej bajki.


Problem w tym, że Elon Musk bardzo chce nim być, chce być bohaterem naszych bajek, samozwańczym Tonym Starkiem, który uratuje świat przed wszystkimi i wszystkim, a nawet jeśli mu się nie uda, to zabierze nas na Marsa i wszystko będzie dobrze. Moim zdaniem Musk nie ma żadnego potencjału innego niż odziedziczony i pomnożony kapitał. W każdym z rozwijanych przedsiębiorstw, od Space X, przez Teslę, kończąc na wspomnianym żenującym Boring Company, stanowił on zaledwie twarz.

Za pomocą kapitału dokonywał na ogromną skalę drenażu mózgów, samemu ograniczając się do balansującego na granicy lub przekraczającego granicę mobbingu interwencyjnego „zarządzania”. Zaś za innowacje, za które otrzymał od mediów tytuł geniusza i wizjonera odpowiadali jego pracownicy. Najlepiej o nastrojach panujących wśród personelu m.in. Space X i ich stosunku do Muska niech świadczy fakt, że zwrócili się oni do zarządu spółki, aby nie łączyć cokolwiek imponujących dokonań w zakresie konstrukcji rakiet wielokrotnego użytku z aktywnością Elona Muska, gdyż ta zwyczajnie szkodzi interesowi.


Można także przypomnieć historię, gdy Musk latem 2018 roku chciał ewakuować dzieci z jaskini Tham Luang, którym woda odcięła drogę powrotu i groziła im śmierć. Gdy jego pomoc w postaci zbudowania czegoś w rodzaju jednoosobowych kapsuł transportowych została odrzucona i skrytykowana, Musk postanowił publicznie (na Twitterze, a jakże) nazwać kierującego akcją ratunkową pedofilem. Albo gdy tak zmanipulował opinię publiczną, że przypisuje mu się dziś sukces PayPala, co jest również wątpliwe – Musk wcale nie założył PayPala, trafił do firmy w ramach akwizycji swojego niszowego przedsięwzięcia, X.com – banku internetowego, na którego założenie pieniądze otrzymał od kolegi. 

I mogę tak naprawdę długo prezentować przykłady hochsztaplerki typowej dla osobowości takich jak Elon Musk czy Elizabeth Holmes, ale chciałbym się jednak odnieść do przejęcia Twittera. Zaryzykuję bowiem stwierdzenie, że gdyby nie decyzje podejmowane przez kierownictwo Twittera (Jack Dorsey, założyciel, podziela tę opinię, niestety poniewczasie) i sam charakter medium w sposób nieporównywalny do innych stanowiącego informacyjną latrynę, obficie podlewaną niewybredną polityczną propagandą, także rodzimą, to nie mielibyśmy dziś do czynienia z przejmowaniem tak gigantycznych ośrodków władzy jak media społecznościowe przez geniuszy i autorytety pokroju Elona Muska.


Poczwórne standardy społeczności

Nie ma już większych wątpliwości, że sprawę przejęcia Twittera Musk zaczął traktować poważnie – zwolnił dyrektorów wykonawczych i rzekomo sam ma zamiar objąć fotel CEO. Tak przynajmniej twierdzi się w piątkowe popołudnie 28 października 2022 roku, bo wiedząc, jaką labilnością cechuje się Musk, ten stan rzeczy szybko może się zdezaktualizować. Wielu zastanawia się nad konsekwencjami, pierwszymi decyzjami nowego szefa. 

Na tapecie jest między innymi amnestia dla wszystkich użytkowników z dożywotnim banem, co jest oczywiście traktowane jako mrugnięcie w stronę Donalda J. Trumpa. Wiele mówi się także o zmianach w regulaminie, które miałyby dopuszczać większą swobodę wypowiedzi, gdyż Musk ma się nie liczyć z tego kosztami. To wypada dość zabawnie, bo trudno powiedzieć, aby zarówno dotychczasowe kierownictwo Twittera, jak i samego Muska cechowała w kwestii podejścia do wolności słowa szczególna konsekwencja. 

Przykładem wybiórczego traktowania standardów społeczności może być arbitralne banowanie (nierzadko dożywotnie) na podstawie stricte uznaniowej przez administrację. Pod uwagę weźmy choćby wspomnianego Trumpa – jego konto zostało dożywotnio zbanowane, ale dopiero wtedy, gdy przestał być prezydentem USA i przestał korzystać z oficjalnego konta @POTUS. Dlaczego więc nie zareagowano wcześniej, wszak na urzędowym koncie Trump szerzył te same brednie, co na prywatnym – czy więc z konta @POTUS można więcej? 

Podobnie jest z Muskiem, który bardzo chce uchodzić za wielkiego popularyzatora mniej skrępowanej niż aktualnie na Twitterze wolności słowa. Był to chyba w ogóle jeden z najważniejszych powodów, dla którego zainteresował się przejęciem serwisu. Musk jest bowiem wielkim miłośnikiem swobody wypowiedzi, ale pod warunkiem, że wypowiedzi te nie dotyczą jego samego. Dość wspomnieć jego zabiegi, aby zablokować aplikację pozwalającą śledzić przeloty odrzutowców, którymi się porusza.


Nie płakałem po Twitterzu

Twitter przyczynił się do narodzin Muska i innych musków, dawał mu miejsce do tego, aby dowolnie wpływać na opinię publiczną, co najjaskrawiej było widoczne na spekulacji kryptowalutami. Wystarczyło pół ćwierknięcia z muskowego konta, a kursy nawet najbardziej absurdalnych tokenów szybowały w górę. Dziś zatem trudno mi płakać po Twitterze, gdyż sam sobie zgotował ten los. A to przymykając oko na działalność opłacanych przez państwa trolli i stając się polem wojny informacyjnej, co przekładało się na ruch w interesie, a to w końcu mniej lub bardziej biernie uczestnicząc w procesie kreowania Muska i jemu podobnych na globalnych liderów.

<p>Loading...</p>