26.02.20249 min
Bulldogjob

Bulldogjob

Dobry junior tester, czyli kto?

Czym wyróżnia się dobrze zapowiadający się tester oprogramowania? Przeczytaj rozmowę z Radkiem Smilginem.

Dobry junior tester, czyli kto?

Wiedza i umiejętności składają się na solidne podstawy sukcesu w każdym fachu. Wraz z postępem technologii rośnie też zapotrzebowanie na ekspertów w tych dziedzinach. Dotyczy to też obszaru testowania oprogramowania, gdzie w ostatnim czasie pojawia się coraz więcej młodych talentów w postaci junior testerów. Ci świeżo upieczeni specjaliści często wchodzą na rynek pracy, który oczekuje od nich posiadania określonych umiejętności i zdolności do szybkiego dostosowania się do aktualnego, szybko zmieniającego się środowiska projektów IT.

Pracodawcy są zainteresowani nie tylko solidną wiedzą teoretyczną, ale też umiejętnością praktycznego zastosowania jej w codziennej pracy. Zależy im na znalezieniu takich specjalistów, którzy nie tylko będą pamiętać i na wezwanie przytaczać definicje, ale, co ważniejsze, będą skutecznie działać w realnych warunkach pracy. 

Czy juniorzy potrafią sprostać tym wymaganiom, które jeszcze kilka lat temu nie były tak wygórowane? Na to i inne pytania odpowiada Radek Smilgin, CEO testerzy.pl oraz tester i manager z wieloletnim doświadczeniem.

 

Bulldogjob: Mówi się, że dobry tester musi umieć posługiwać się różnymi narzędziami wspierającymi testowanie. Biorąc pod uwagę zakres technologii i dostępności różnych narzędzi, jakie oczekiwania mają pracodawcy wobec tych pracowników?

Radek Smilgin: Obecny rynek pracy nawet przed nowymi testerami oprogramowania stawia wysokie wymagania. Dzisiaj pracodawcy oczekują od nich znacznie więcej niż kiedyś, zwłaszcza jeśli chodzi o narzędzia wspierające testowanie. Chcą, żeby znali oni nie tylko podstawowe narzędzia jak generatory danych, ale też umieli sprawnie poruszać się w różnorodnych technologiach. Tester, który wyciska maksimum z testowanej aplikacji to dla pracodawcy prawdziwy skarb na rynku pracy. I nie ma tu znaczenie czy osiąga to przez automatyzację z użyciem np. Selenium czy Appium, czy poprzez testy manualne wspierane narzędziami tam, gdzie automatyzacja się nie opłaca. Poza tym wartościowego testera wyróżnia też umiejętność obsługi narzędzi do zarządzania defektami, czyli różnych platform do raportowania i śledzenia incydentów. 

Praca w dowolnym zdalnym projekcie open source czy wsparcie jakiegoś projektu w GitHubie poprzez raportowanie issues daje podstawy do pracy praktycznie z każdym narzędziem raportowania defektów. To nie są umiejętności zarezerwowane jedynie dla doświadczonych praktyków. Warto się tego nauczyć, zanim pojawimy się u swojego pierwszego pracodawcy.

 

Bulldogjob: Zrozumienie procesów testowania to nie tylko sucha teoria, ale także praktyka w akcji. Co w takim razie jest teraz ważne dla testerów oprogramowania? Moglibyśmy rzucić trochę światła na te umiejętności, szczególnie w kontekście planowania, projektowania, przeprowadzania testów i raportowania wyników? Czy jest coś, co jest ekstraistotne w obliczu tego całego mixu różnych środowisk projektowych i metodyk, takich jak Agile czy Waterfall?

Radek Smilgin: Zgadza się, według pracodawców prawdziwe testowanie to nie jest jedynie uruchomienie testów, ale też odnalezienie się w całym procesie wytwórczym. Jeśli mówimy już o umiejętnościach, których się od testerów oczekuje, to warto skupić się na precyzyjnym rozpoznawaniu etapów cyklu życia oprogramowania i kreatywnym poszukiwaniu czynności z obszaru kontroli, która mogłaby ten etap wspomóc. Próba znalezienia odpowiedzi na proste pytanie „czy będę w stanie przetestować dane wymaganie” jest podstawą każdego przeglądu i jednocześnie świetnym przygotowaniem do późniejszego uruchomienia testu. Jednak to nie wszystko. Nie zawsze możemy bazować na wielokrotnie ogranych praktykach i często musimy w elastyczny sposób dostosowywać się do różnych kontekstów projektowych.

Co do mixu środowisk i metodologii, to zdolność do oceny priorytetów testów czy umiejętność skupienia się na kluczowych kwestiach podczas projektowania testów zaczyna grać istotną rolę. Dokładając do tego szybką reakcję na znalezione defekty plus skuteczne komunikowanie ich zespołowi deweloperskiemu, to jest to według pracodawców klucz do skutecznego podnoszenia jakości produktu. 

Warto jeszcze dodać, że liczy się również przejrzystość, jakość i dostosowywanie raportów wyników z testów do różnych odbiorców. Pamiętajmy, że innych informacji potrzebują programiści, a zupełnie innych właściciele produktów. Komunikacja przez raporty to istotny kawałek całej projektowej układanki.

Warto pamiętać, że takie umiejętności to podnoszenie swojej wartości w organizacji. Nie pokażemy tego na rozmowie, ale w okresie próbnym możemy spowodować, że ludzie nie będą mogli sobie wyobrazić pracy bez nas. 

 

Bulldogjob: Czyli umiejętność komunikacji i współpracy jest tak samo ważna, jak techniczna biegłość w testowaniu? A jak to jest z tą „umiejętnością pracy w zespole”? Czy teoria zgadza się z praktyką, zwłaszcza jeśli mówimy o zrozumienie ról innych członków zespołu projektowego i efektywną komunikację defektów z programistami?

Radek Smilgin: Rzeczywiście, z perspektywy teorii i praktyki, umiejętność efektywnej komunikacji i współpracy przy testach oprogramowania jest równie ważna, co umiejętności techniczne. Testerzy to integralna część zespołu projektowego, więc bez współpracy z innymi jego członkami – programistami, analitykami - trudno zrozumieć pełen kontekst projektu i efektywnie wykonywać testy. Jeśli tester zna role innych członków zespołu, to łatwiej mu z nimi współpracować i zrozumieć wymagania. Cały proces naprawy, nie mówiąc już o eliminowaniu potencjalnych nieporozumień, zanim te się pojawią, przyspiesza też jasna i precyzyjna komunikacja defektów i statusów wykonania testów z programistami

Jeśli zaś chodzi o zmienność środowiska projektowego, zgadzam się, że elastyczność i otwartość na nowe pomysły są w tym przypadku bezcenne. W praktyce oznacza to umiejętność dostosowywania strategii testowej do często zmieniających się warunków projektu. Żeby to zrobić, trzeba najpierw wytrenować w sobie umiejętność zrozumienia, jak zmiany wpływają na proces testowania. 

Są jeszcze dwa ważne aspekty roli testera, na które pracodawcy często zwracają uwagę i oczekują ich od kandydatów. Mam tu na myśli konstruktywną krytykę z jednoczesnym proponowaniem rozwiązań. Drugą kwestią jest umiejętność rozwiązywania sytuacji konfliktowych, bo w pracy testera, podobnie jak w każdej innej, nie da się ich uniknąć. W tym przypadku powstają one często jako efekt różnic w interpretacji wymagań, a ich rozwiązanie jest podstawą dla wspólnego zrozumienia celów projektu.

Ta nieśmiertelna formułka „umiejętność pracy w zespole” może i bawi, ale to kolejna z kluczowych umiejętności. W zespole jesteśmy kontrolerami jakości produktu, który tworzą nasi zespołowi koledzy. Bez tego produktu nasza praca nic nie znaczy; brak naszej efektywności w weryfikacji produkty udowadnia naszą zbędność w zespole.

 

Bulldogjob: Okazuje się też, że pracodawcy u testerów coraz bardziej doceniają też rozwinięte umiejętności analityczne. Czy to prawda? Jeśli tak, jakie konkretnie umiejętności z tym związane są najbardziej pożądane? 

Radek Smilgin: Umiejętności analitycznego i kreatywnego myślenia stają się bardzo cenione w testowaniu. Jasne, samo lokalizowanie defektów to rzeczywiście absolutna podstawa, ale warto też pójść o krok dalej i zagłębić się w przyczyny ich powstania, żeby w ten sposób uniknąć powtarzania błędów. Pracodawca uzna za plus to, że tester ma też głębsze zrozumienie wpływu defektów na cały system, bo to będzie sporą wartością dodaną, która wspiera w ten sposób zrozumienie potencjalnych zagrożeń.

Przydaje się również to, co zostało już podkreślone w kontekście komunikacji i współpracy, czyli umiejętność tworzenia wartościowych scenariuszy testowych, przy jednoczesnym uwzględnieniu różnorodnych przypadków użycia, a także ocena ryzyka produktowego. Dzięki temu łatwiej priorytetyzować testy.  

 

Bulldogjob: A co z oczekiwaniami pracodawców wobec posiadania certyfikacji i szkoleń z testowania? Czy wartość dodana testera dla zespołu wynika też z jego aktywności w społeczności branżowej, a może istnieją jakieś inne, konkretne oczekiwania dotyczące certyfikacji, na przykład ISTQB®?

Radek Smilgin: Pracodawcy zazwyczaj oczekują, że testerzy będą dbać o swój ciągły rozwój, stale się szkoląc, zdobywając nowe certyfikaty i uczestnicząc w życiu społeczności testerskiej. To, że ktoś posiada certyfikat ISTQB®, jest często traktowane jako potwierdzenie, że ma on podstawową wiedzę teoretyczną z zakresu testowania oprogramowania. Z drugiej strony widzimy, że testerów coraz bardziej docenia się za to, że są aktywni na konferencjach branżowych czy webinarach. Jeśli z roli uczestnika przeskakujesz do roli prelegenta, to znaczy, że przechodzisz od biernego obserwatora, do aktywnego influencera. 

Wracając do certyfikacji, to przyzwyczajenie do nich w Polsce jest ogromne i utrzymuje się od wielu lat na tym samym poziomie. Jest jednak kilka związanych z tym problemów, jak przydatność wiedzy teoretycznej w codziennej pracy czy wartość certyfikacji, którą zdaje 99% podchodzących. Ten problem próbuje zaadresować certyfikat Modern Information Technology Certification – MITC - który, o dziwo, na rynku staje się absolutną innowacją.

 

Bulldogjob: Czym w takim razie jest MITC?

Radek Smilgin: Certyfikacja MITC jest egzaminem, który na nowo definiuje podejście do certyfikacji w branży IT. Głównym założeniem przy jego tworzeniu było to, aby skupić się na praktycznych aspektach testowania oprogramowania. To zupełne przeciwieństwo tradycyjnych egzaminów (jak np. ISTQB®), bo zamiast bazować na pytaniach teoretycznych, MITC skupia się na praktyce testowania, pozwalając w ten sposób realnie ocenić pracę testera w środowisku zbliżonym do rzeczywistego projektu. Pracodawcy mają dzięki temu możliwość zweryfikowania, czy kandydat rzeczywiście poradzi sobie w codziennych obowiązkach i dostarczy im oczekiwanej jakości do projektu.

 

Czy w takim razie tego rodzaju podejście może zastąpić tradycyjną certyfikację ISTQB®? 

Radek Smilgin: Powiedziałbym, że jest to raczej uzupełnienie. MITC można śmiało określić jako wartościową ścieżkę sprawdzającą stosowanie tradycyjnych certyfikacji w praktyce. To, że koncentruje się ona na umiejętnościach praktycznych, zamiast jedynie na teorii, wydaje się odpowiedzią na współczesne wyzwania branży. Z ISTQB® można wyciągnąć, jak powinien wyglądać raport defektu, a w MITC trzeba go znaleźć i zaraportować.  

Dodatkową wartością jest to, że certyfikacja jest Modern nie tylko z nazwy. Jest łatwo dostępna online i dostępna cenowo, a jej pytania są skonstruowane w sposób, który znacząco utrudnia ściąganie czy oszukiwanie. W ten sposób mamy pewność, że ocena umiejętności jest metodyczna i nie ma nic wspólnego z suchą teorią.

W branży IT już od dłuższego czasu kiełkowała potrzeba innowacji w certyfikacji i aż dziwne, że nikt tego do tej pory nie zrobił. Można więc powiedzieć, że MITC jest zaadresowaniem obecnych problemów na rynku pracy IT. Junior dzięki niej może się wyróżnić spośród innych kandydatów, rekrutacja midów i seniorów staje się łatwiejsza, nie mówiąc już o tym, że same procesy rekrutacyjne również ulegają znacznemu przyspieszeniu, a to ma bezpośredni wpływ na płynność na rynku pracy. 

Pamiętajmy, że na końcu liczą się jedynie umiejętności. Pytanie czy kandydaci umieją je pokazać, pracodawcy je zweryfikować. 

 

Jakie rady można dać młodym testerom, żeby sprostali oni oczekiwaniom pracodawców i odnieśli sukces na aktualnym rynku pracy IT?

Radek Smilgin: Rynek jest trudny, a pracodawcy zdjęli swoje ogłoszenia o pracę, więc nie wiadomo jakie są ich oczekiwania. Jest jednak światełko w tunelu, które widać bardzo wyraźnie. Mam wrażenie, że obecna, trudna sytuacja jest wykreowana przez chęci zysków dużych korporacji i ogólny brak wiedzy i przewidywań co do zakresu zastępowania ludzkiej pracy w IT przez AI. To dwa z wielu czynników, które blokują firmy przez zwiększaniem zatrudnienia. Jest wiele innych czynników, które mogą pozytywnie wpłynąć na rynek w najbliższym czasie, w tym szersze otwarcie rynku zamówień publicznych dla MŚP, czy środki z KPO. Młodzi adepci testowania powinni przyczaić się i poczekać. Ograniczyć inwestycje, a postawić na utrzymanie, czyli dokładnie działać tak, jak robią to duże firmy w obliczu recesji. Jednocześnie nie odpuszczać i słać CV, żeby nie przegapić odbicia.

Nie zatrzymywać się w pozyskiwaniu wiedzy, ale zamiast inwestować duże kwoty, raczej postawić na naukę w oparciu o materiały darmowe lub tanie. Oczywiście należy pamiętać o relacji jakości do ceny, czyli nie wystarczy, aby cena była uczciwa, ale żeby i idący za nią produkt przynosił wartość.

Druga rada to to, że testerzy powinni rozszerzyć swoje spektrum zainteresowań i rozwinąć zrozumienie szeroko pojętej jakości. Jakość wymagań, kontrola jakości AI, optymalizacja jakości w procesie wytwarzania oprogramowania to tylko kilka z haseł, których zgłębienie i zrozumienie może dokonać otwarcia na inne oraz nowe role w IT. W czym większej niszy się siedzi tym mniejsze szanse na zatrudnienie się ma. Im szersze kompetencje się posiada, tym na więcej stanowisk można aplikować.

 

Dziękujęmy za rozmowę.


Bulldogjob.pl jest Partnerem Medialnym Modern Information Technology Certification – nowoczesnego certyfikatu dedykowanego specjalistom IT.

<p>Loading...</p>