30.09.20225 min

Maciej OlanickiRedakcja Bulldogjob

Dlaczego Windows jest tu, gdzie jest? Kulisy upadku OS/2

W swojej 40-letniej historii Microsoft nierzadko doprowadzał całe przedsięwzięcia do upadku. Jednym z nich był system operacyjny OS/2.

Dlaczego Windows jest tu, gdzie jest? Kulisy upadku OS/2

Nie zawsze Windows mógł się cieszyć takimi udziałami w rynku desktopowych systemów operacyjnych, jak dzisiaj. Rynek ten był przed laty znacznie bardziej zróżnicowany (a przez to ciekawszy) i nie było wcale jasne, jaki lider się z niego wyłoni. I czy w ogóle jego struktura będzie przewidywać dominację jednego z programów.

Jednym z poważniejszych kandydatów na system operacyjny dla komputerów osobistych, który miał potencjał, by odegrać w historii IT ważną rolę, był zapomniany już dzisiaj nieco OS/2. Co ciekawe, był to system rozwijany w partnerstwie Microsoftu z IBM-em, co dało świetne rezultaty. 

Jak zatem doszło do tego, że to właśnie system operacyjny rozwijany przez Microsoft zdobył taką popularność? I czy nadrzędną rolę w tym procesie odgrywała wyłącznie jakość oprogramowania, a może zupełnie inne czynniki?


OS/2 – dziecko IBM-u i Microsoftu

W jednym z wątków na Quorze ciekawymi informacjami zza kulis prac nad OS/2, podzielił się David Whittle, wieloletni pracownik IBM-u, ewangelista tego systemu i założyciel działającego do 1996 roku Team O/2. Zanim jednak przejdziemy do szczegółów upadku tego przedsięwzięcia, przypomnijmy sobie, czym w ogóle był OS/2 w okolicach roku 1992, a zatem już w epoce Windowsa 3.1

Jak zaznacza, sam Whittle, OS/2 był wówczas najbardziej zaawansowanym małym systemem operacyjnym oferującym niedostępne w jakimkolwiek innym oprogramowaniu w swojej klasie mechanizmy bezpieczeństwa i rozwiązania architektoniczne. Jako przykład możliwości OS/2 podawana jest obsługa pełnoprawnego multitaskingu, możliwość uruchamiania aplikacji DOS-owych, jak i windowsowych. Wszystko to trybie w 32-bitowym, na architekturze x86 i z obsługą wirtualizacji. System miał także wykazywać się niespotykaną w tym czasie stabilnością działania, co zostało okupione wymaganiami sprzętowymi w postaci… 4 MB RAM-u.

OS/2 był z początku rozwijany przez IBM oraz Microsoft. Z czasem jednak, w miarę, jak coraz większym zainteresowaniem zaczął cieszyć się Windows, podejście Microsoftu do OS/2 zmieniało się, przedstawiciele Redmond narzekali między innymi na wspomniane 4 MB RAM-u wymagane do działania systemu, bo przecież, jak twierdził sam Bill Gates, „640 KB powinno wystarczyć każdemu”. Rozluźniające się relacje przerodziły się w otwartą wrogość przedstawicieli Microsoftu w stosunku do OS/2.


Jak umierał OS/2?

Wittle uważa, że sukces Windowsa i porażka OS/2 wzięła się nie z jakości czy przewagi tego drugiego, lecz między innymi z umiejętności negocjacyjnych Billa Gatesa w zakresie wykorzystywania słabych punktów drugiej strony. W przypadku IBM-u takim słabym punktem była niezdolność do zauważenia, że Microsoft nagina etyczne ograniczenia respektowane przez inne firmy, np. w postaci Business Conduct Guidelines. Jako przykład podawana jest historia tego, jak do Windows trafiły sterowniki Novella:

Novell zawarł umowę z Microsoftem, która pozwoliła MS na włączenie kodu sieciowego Novella do systemu Windows w wersji 3.1 (systemu konsumenckiego, w którym Microsoft był silny i Novell chciał wejść na rynek). Czy zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego pierwszą wersją systemu Windows NT była wersja 3.1? Teraz wiesz. Pierwszy poważny biznesowy system operacyjny Windows dosłownie ukradł kod zapewniający obsługę sieci Novella na podstawie umowy zaprojektowanej specjalnie po to, by uniemożliwić Microsoftowi używanie go w biznesowym systemie operacyjnym (gdzie Novell był silny, a Microsoft słaby). (...) Odpowiedzią Billa na to było: no to mnie pozwij.


W przypadku OS/2 ważny miał być natomiast proces, którego Wittle nie omieszkał nazwać istnym sabotażem każdego oprogramowania, jakie Microsoft wydawał na OS/2. Microsoft miał bowiem umyślnie robić wszystko, aby działanie np. pakietu Office na OS/2 było jak najgorsze, skutecznie przyczyniając się tym do upadku nie tylko samego systemu operacyjnego, ale też oprogramowania dostarczanego przez strony trzecie, np. firmy Lotus, która tej próby nie przetrwała. Wittle kończy tę myśl gorzko:

Podsumowując, IBM postąpił głupio, kontynuując traktowanie Microsoftu w sposób miły, i traktując go jak partnera biznesowego zgodnie z Business Conduct Guidelines, nawet po tym, jak stało się jasne, że Microsoft zamierza zniszczyć OS/2 i przodującą pozycję IBM na rynku PC.


Dziś spadkobiercą OS/2 jest ArcaOS tworzony w dużej części przez tych samych pracowników IBM-u, którzy rozwijali system w latach 90. Zachowuje on pełną wsteczną kompatybilność z oprogramowaniem z OS/2, jest on aktywnie rozwijany i wciąż wzbogaca się o nowe sterowniki. Jeśli zatem ktoś chciałby się dowiedzieć, w jakim kierunku systemy operacyjne mogłyby się rozwijać, gdyby nie Windows, to może to sprawdzić. Licencja Arca OS 5.0 na użytek własny kosztuje 129 dolarów. 

ArcaOS 5.0

A tak prezentuje się dziś pulpit systemu ArcaOS 5.0, duchowego i technicznego spadkobiercy OS/2.


Wstydliwa przeszłość M$

Lekcji, jakie były pracownik IBM-u wyciągnął z tego doświadczenia jest znacznie więcej, z całością wpisu można zapoznać się na Quorze. Warto zwrócić jeszcze szczególną uwagę na to, jak umiejętnie Microsoft posługiwał się mediami po to, aby OS/2 trafił na śmietnik historii. Wittle wspomina o sytuacji, w której podczas prezentacji Steve Ballmer miał umyślnie uruchomić specjalnie przygotowany wcześniej kod, aby zawiesić OS/2. Ponadto w mediach przedstawiciele Microsoftu jak mantrę powtarzać mieli mające mało wspólnego z faktycznym stanem systemu informacje, że jest on ociężały, własnościowy, a IBM nie troszczy się o konsumentów.

Dziś Microsoft może do woli deklarować swoją miłość do Linuksa, udostępniać źródła kolejnych programów. Bill Gates zaś budować wizerunek filantropa o poczciwej aparycji, chcącego naprawić świat i zasypać nierówności. Faktem jest jednak, że przez cztery dekady istnienia Microsoftu to właśnie Gates odpowiadał za śmierć dziesiątek wartościowych przedsięwzięć, dzięki którym przynajmniej na rynku konsumenckim moglibyśmy już dziś być w zupełnie innym miejscu, zwłaszcza jeśli chodzi o dostępność taniego sprzętu i oprogramowania. 

Słynna praktyka EEE, nieudany na szczęście plan zawłaszczenia Javy dzięki MS JVM czy uśmiercenie klasy tanich netbooków z Linuksem, które mogły trafić do państw rozwijających się, to zaledwie wierzchołek góry grzechów i grzeszków Gatesa i Microsoftu. Gdy je popełniano, sprzedaż kolejnych licencji, cementowanie monopolu, bezlitosne i często balansujące na krawędzi prawa lub wręcz niezgodnie z prawem wycinanie konkurencji było ważniejsze, niż dzisiejsze postulaty czynienia świata lepszym miejscem.  

<p>Loading...</p>