1.07.20225 min

Maciej OlanickiRedakcja Bulldogjob

Blockchain to ściema – rozprawmy się z największym buzzwordem świata

Nadal czekasz na rewolucję, jaką w każdym obszarze życia przyniesie blockchain i nic już nie będzie takie samo? Cóż, mam złe wieści.

Blockchain to ściema – rozprawmy się z największym buzzwordem świata

Blockchain to taki rodzaj nowinki technicznej, wobec której narosły ogromne oczekiwania, a mimo upływających lat w zasadzie niewiele ciekawego się z nią zadziało. Można otwarcie powiedzieć, że rozdmuchana do granic możliwości bańka jest dziś obiektem zainteresowania przede wszystkim tych, którzy na blockchainie w ten lub inny sposób chcą zarobić. 


Największy buzzword świata

Choć podobne buzzwordy to w IT codzienność, to jednak blockchain wyróżnia się skalą. Trudno bowiem przywołać przykład, proszę wybaczyć określenie, tzw. nowej technologii, w której pokładano tyle nadziei. W pewnym momencie entuzjazm urósł do tych rozmiarów, że blockchain miał stanowić rozwiązanie każdego problemu i znaleźć szerokie zastosowania w zasadzie w każdym obszarze. 

Rzecz jasna część obserwatorów tego procesu już wtedy dobrze wiedziała, że informacje te są podsycane przede wszystkim przez firmy oferujące usługi w ten lub inny sposób związane z łańcuchami blokowymi. I że na żadną blockchainową rewolucję nie należy czekać, zaś lwia część blockchainowych przedsięwzięć nie tylko stanowi wielki przerost formy nad treścią, ale także nigdy nie opuści fazy prototypu.

Lata jednak mijają, było sporo czasu na zdystansowanie się do wstępnego hurraoptymizmu, a doniesienia o blockchainie, który już za chwilę wywróci nasze życia do góry nogami, nie słabną. Znakiem czasu jest jednak, że na jednym z branżowych portali w dziale blockchain znajdziemy dziś już przede wszystkim doniesienia o kolejnym scamie związanym z NFT, kradzieżą kryptowalut, nurkującym kursie Bitcoina. 

Wciąż jednak można odnieść wrażenie, że o ile wobec kryptowalut i ich zastosowania jako sensownego środka płatniczego czy inwestycji narosły spore wątpliwości, tak w przypadku blockchaina – mimo że żadna rewolucja nie nadeszła i (spoiler alert!) nigdy nie nadejdzie – wciąż są ludzie, którzy chcą w nią wierzyć. Właśnie do nich kierowana jest niniejsza opinia.


Blockchain – najgorsza baza danych

Ciekawa dyskusja na temat praktycznych zastosowań łańcuchów blokowych w IT rozgorzała na forum Hacker News już wiele lat temu. Wówczas bowiem porównano blockchain z możliwościami innych baz danych, bo tym właśnie koniec końców jest blockchain. Jak nietrudno się domyślić, w porównaniu z takimi bazami jak PostgreSQL czy MySQL, bez których trudno sobie w ogóle wyobrazić współczesny świat, blockchain wypada tragicznie.

Jako przykład instancji łańcucha blokowego najczęściej podawany jest oczywiście blockchain Bitcoina. Nie powinno to dziwić – można powiedzieć, że historie blockchaina i Bitcoina są ze sobą nierozerwalnie związane. Ilustracją tego, jak okropny jest Bitcoin w zestawieniu z tradycyjnymi bazami danych, niech będzie to, że niemożliwe jest przeprowadzanie więcej niż pięciu operacji na sekundę. Dokładniej szacuje się, że limit przepustowości blockchaina Bitcoina to 4,6 operacji na sekundę. Nietęgo jak na technologię z ambicjami, by zrewolucjonizować rynki finansowe.

Osobny problem stanowi wielkość łańcucha Bitcoina, która wynosi dziś 390 GB i rośnie sobie liniowo, z miesiąca na miesiąc, choć trzeba przyznać, że zarówno same bloki, jak i transakcje są niewielkie. Działa tu raczej efekt skali. Jeśli doliczymy do tego wspomniane ogromne problemy ze skalowalnością, skrajnie ograniczające przepustowość, jasnym staje się, że parametry blockchaina nie zachęcają do budowania z jego użyciem aplikacji. 

Między bajki należy też włożyć zapewnienia o nienaruszalności i integralności blockchaina Bitcoina. Dla wielu może być to zaskoczeniem, ale jest on utrzymywany przez stosunkowo niewielką liczbę ludzi, o czym przekonaliśmy się w 2013 roku. W wyniku aktualizacji doszło do problemów i konieczne było przywrócenie stanu łańcucha sprzed kilku godzin, czego udało się dokonać na podstawie konsensusu zawiązanego przez kilka osób na kanale IRC. Nawet jeśli dziś już takie incydenty są zarządzane inaczej, to jednak przez wiele lat nienaruszalność bloków była zwykłą mrzonką.

Potwierdza to także opublikowany niedawno raport z badań przeprowadzonych przez firmę Trail of Bits na zlecenie amerykańskiej agencji DARPA. Wnioski są jednoznaczne i nieco przygnębiające: każda współczesna instancja blockchaina ma jakąś określoną liczbę podmiotów, których zgoda pozwala na manipulację blokami z przeszłości. Najgorsze jest jednak to, jak niskie są to liczby – konsensus czworga wystarczy, by zmieniać łańcuch Bitcoina, dwojga – Ethereum.


Nie potrzebujesz blockchaina

Nie trzeba jednak się rozwodzić nad ułomnościami blockchaina jako formy przechowywania danych, by ukazać, jak chybionym pomysłem może być jego wykorzystanie. Jeśli bowiem dobrze się zastanowić, to jakie argumenty za blockchainem, a nie tradycyjnymi bazami danych, można wysunąć? Postanowili to onegdaj sprawdzić naukowcy z Politechniki Federalnej w Zurychu z kolegami z Imperial College London.

W pracy „Do you need Blockchain?” prezentują oni algorytm decyzyjny, który ma stanowić pomoc w odpowiedzi na tytułowe pytanie. Jak nietrudno się domyślić, słuszność stosowania blockchaina poprzedzona musi być spełnieniem wielu warunków, których konieczność spełniania w praktyce jest raczej rzadka. W każdym innym wariancie lepszą decyzją będzie wdrożenie tradycyjnych baz danych. Jeśli więc nie jest konieczne, by dane zapisywali niezaufani użytkownicy, lub by w użyciu był zawsze Time-Triggered Protocol, to nie, najpewniej nie potrzebujesz i nigdy nie będziesz potrzebować blockchaina.

W ostatnim czasie niezły ubaw z blockchaina miał także wynalazca sieci WWW, sir Tim Berners-Lee. Odniósł się on do kolejnego buzzworda, który oczywiście stricte związany jest z blockchainem – mowa o tzw. Web3. Kolejnej generacji WWW, którą cechować ma decentralizacja oraz szerokie wykorzystanie blockchaina i kryptografii. Jeśli ktoś uważa, że w dobie dzisiejszej centralizacji i hegemonii internetowych gigantów w postaci Google czy Facebooka taka wizja ma szansę się ziścić, to oczywiście ma do tego pełne prawo.

Tim Berners-Lee wypunktował wady zasadności stosowania blockchaina w jakiejkolwiek kolejnej generacji WWW i stwierdził, że on do realizacji wspomnianych cech Internetu zupełnie nie potrzebuje łańcuchów blokowych. Całość zaś można zrealizować z użyciem wykorzystywanych od lat protokołów i oprogramowania kojarzącego się nieco z klientami P2P, np. rozwijanym przez niego, arcyciekawym projektem Solid


Codzienne rewolucje

Zapewne jeszcze wiele wody upłynie, zanim w zbiorowej świadomości blockchain będzie jednoznacznie kojarzony z wydmuszką, a nie z rewolucją. Przyczyniają się do tego zamawiane licznie w redakcjach teksty sponsorskie. Pozostaje jednak mieć nadzieję, że z czasem do blockchaina i podobnych mu rzekomych panaceów będziemy umieli podchodzić z należytym dystansem i rozsądkiem, odrzucając napędzane emocjami narracje reklamowe.

<p>Loading...</p>