Nasza strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień w przeglądarce. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Rozumiem

Czy polscy programiści są najlepsi?

Adam Kukołowicz CTO / Bulldogjob
Przemyślmy, ile prawdy leży w stwierdzeniu, że developerzy z Polski należą do czołówki i na czym polega związany z tym paradoks.
Czy polscy programiści są najlepsi?

Święto Niepodległości skłoniło mnie do refleksji na temat polskich programistów. Mam pewien dysonans między powtarzanym jak mantra hasłem, że polscy programiści to ścisła światowa czołówka, a tym, że mamy znikomy wpływ na kierunek, w którym idzie przemysł IT pod względem technologii. Trochę wygląda to tak, jakbyśmy wygodnie podążali za tym, co wymyśla się w Dolinie Krzemowej i niewiele dodawali od siebie.

Czy polski programista naprawdę jest tak dobry, jak chcemy myśleć?

Siła Polski

Co jakiś czas w krajowych mediach pojawiają się wzmianki o polskich programistach. Zwykle są bardzo pozytywne i utwierdzają nas w przekonaniu, że należymy do najlepszych na świecie. Pamiętacie pewnie ranking HackerRank, gdzie polscy developerzy uplasowali się na trzecim miejscu - zaraz za Rosjanami i Chińczykami. Okazało się też, że wypadliśmy najlepiej ze wszystkich w zadaniach z Javy.

Polacy są też mocni w konkursach algorytmicznych oraz kodowaniu zespołowym. Drużyny z Uniwersytetu Warszawskiego systematycznie zdobywają wyróżnienia na arenie międzynarodowej - np. dwukrotnie wygrywając Akademickie Mistrzostwa Świata w Programowaniu Zespołowym. W zawodach TopCoder uczestnicy z Polski osiągali znakomite rezultaty. Trzy lata z rzędu wygrywał konkurs Łukasz Sentkiewicz (2014-2016) w kategorii Development, a Przemysław Dębiak dokonał tego w latach 2008, 2011 i 2013 w kategorii Marathon Match.

Ogromne sukcesy mamy też na Międzynarodowej Olimpiadzie Informatycznej. W sumie uczestnicy z Polski zdobyli 109 medali, pod względem ich liczby ustępujemy tylko Chinom. W ogólnej klasyfikacji medalowej jesteśmy za Chinami, Rosją i USA (tu liczą się w pierwszej kolejności złote medale).

Ucieleśnieniem tego narodowego etosu genialnego programisty jest Tomasz Czajka - wielokrotny zwycięzca zawodów informatycznych (np. TopCoder w 2003, 2004 i 2008 w kategorii Open oraz 2004 w kategorii Collage Challenge) i mistrz świata w programowaniu zespołowym z 2003 roku. Większości z Was zna zdjęcie nazywane często „imprezą informatyków”. To właśnie na nim zobaczycie Tomasza (drugi od lewej, w morskim sweterku). Pracował w Google, a obecnie jest pracownikiem SpaceX.


Są jeszcze dziesiątki innych międzynarodowych konkursów, gdzie Polacy zdobywają najwyższe wyróżnienia. To wszystko są ogromne sukcesy, którymi warto się chwalić. Z tych danych wynikałoby, że jesteśmy potęgą informatyczną, a nasz naród rodzi programistyczną elitę świata.

Przełożenie na codzienność

Konkursy i rankingi oparte na rozwiązywaniu syntetycznych problemów to piękna sprawa. Znakomicie pokazują one potencjał - co potwierdza, że w narodzie drzemie siła! Jednak tak naprawdę nie wpływają one jakoś znacząco na naszą rzeczywistość. Nie mają przełożenia na los innych programistów i nie popychają do przodu informatyki jako dziedziny - czy IT jako przemysłu.

Gdy spojrzymy na rankingi najbardziej wpływowych programistów, nie znajdziemy na nich Polaków. Nie jest to w żadnym wypadku zarzut! Zdaję sobie doskonale sprawę, że w czasie, gdy na Zachodzie budowano podwaliny informatyki u nas - delikatnie mówiąc - nie był to najlepszy okres. De facto dopiero wraz z powstaniem III RP dołączyliśmy do gry.

Spójrzmy więc na open source. Czy znacie jakiś szeroko używany projekt, którego inicjatorem był Polak? Gdy w myślach wertuję znanych autorów wolnego oprogramowania, to nikt z Polski mi nie przychodzi do głowy. Znam w zasadzie jeden przypadek, ze środowiska Ruby - autorem projektu dry-rb jest Piotr Solnica. Projekt jest wystarczająco duży, by wiedział o nim zorientowany rubiś, ale też nie jest jedną z częściej wybieranych alternatyw.

Z trudnością przychodzi mi też wymienienie chociaż jednego autora z Polski znanego w środowisku międzynarodowym. Ciężko znaleźć na naszym podwórku osoby formatu Martina Fowlera, Uncle Boba czy Venkata Subramaniama, które cieszą się rozpoznawalnością na świecie.

Najbardziej zasłużoną dla światowego przemysłu IT osobą z Polski, która przychodzi mi na myśl, jest chemik - Jan Czochralski. Opracował on metodę krystalizacji, która znalazła zastosowanie przy przemysłowym tworzeniu monokryształów krzemu, bez których nie byłoby układów scalonych. Tym samym dużo ciężej byłoby skonstruować sam komputer. Co prawda jest też kilka innych metod krystalizacji, ale dla krzemu dają one gorsze efekty, przez co wytworzenie wafli krzemowych dobrej jakości byłoby znacznie trudniejsze.

Stąd właśnie ten dysonans - w konkursach ścisła czołówka, co zupełnie nie pasuje do tego, co dzieje się w praktyce.

Czy może być lepiej?

W Polsce informatyka na większą skalę rozwinęła się stosunkowo późno. Mamy niewielu programistów w średnim wieku - na Zachodzie jest ich o wiele więcej. Nie ma ich ze względu na okres komunizmu w Polsce. Dopiero w latach 90. zaczęły tworzyć się warunki do kształcenia większej ilości młodych na kierunkach informatycznych. Wydaje mi się jednak, że to nie powinno być ani źródłem kompleksów, ani wymówką przed osiąganiem rzeczy wielkich.

Znaczące projekty tworzą najczęściej ludzie młodzi. Przed trzydziestką byli: Bjarne Stroustrup, gdy tworzył C++; David Heinemeier Hansson, gdy tworzył Rails; Ryan Dahl, gdy stworzył Node.js; Dennis Ritchie i Ken Thompson, gdy tworzyli UNIX. Przykłady można mnożyć. Z jednej strony osoby w tym wieku mają już wystarczającą wiedzę i odwagę, by zbudować to, co chcą, a z drugiej strony nie są jeszcze absolutnymi ekspertami w swoich dziedzinach. To właśnie młodzi ludzie mają najwięcej energii, by zmieniać status quo. Ludzie przed trzydziestką w Polsce nie pamiętają już PRL-u. Mieli dostęp do kształcenia, które pozwoliło Tomaszowi Czajce wygrać TopCodera cztery razy na początku wieku.

Mamy więc zasoby ludzkie, żeby dołożyć się do dorobku IT, zostawić po sobie coś „dla przyszłych pokoleń”. Natomiast to się nie dzieje. Z jakiegoś powodu udało się na polskim gruncie wychować laureatów najtruniejszych konkursów programistycznych, a nie widać ludzi, którzy potrafią przejąć inicjatywę.

Szczerze mówiąc, nie chcę tu nawet tworzyć własnych teorii i wymyślonych recept. Jest spore ryzyko, że będzie to zupełnie niepotrzebne uproszczenie. Bardziej zależało mi na zwróceniu uwagi na ten rozdźwięk i zachęceniu Was do własnych przemyśleń.

Zobacz więcej na Bulldogjob

Masz coś do powiedzenia?

Podziel się tym z 80 tysiącami naszych czytelników

Dowiedz się więcej
Rocket dog