Nasza strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień w przeglądarce. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Rozumiem

Praca 4 dni w tygodniu - wrażenia po roku

Krzysztof Jończyk PHP Developer / DocPlanner
Poznaj zalety i wady 4-dniowego tygodnia pracy i sprawdź, czy to system dla Ciebie.
Praca 4 dni w tygodniu - wrażenia po roku

1 października minął dokładnie rok, od kiedy zacząłem pracować cztery dni w tygodniu. Nie oznacza to, że pracuję dłużej w te dni. Jestem zatrudniony na 4/5 etatu i pracuję 32 godziny tygodniowo. Chcę potraktować ten wpis jako swego rodzaju analizę takiego trybu. Spojrzeć z perspektywy, zobaczyć co dobrego zyskuję, a co być może tracę. Zaczynamy!


Początki

O takim trybie myślałem już dużo wcześniej. Niedawno zastanawiałem się, skąd w ogóle ten pomysł się u mnie pojawił. Myślę, że pierwszy raz spotkałem się z tym w podkaście The Podcast prowadzonym przez ludzi z Nozbe. Pamiętam odcinek o tzw piąteczku, dniu, w którym wszyscy pracownicy mogli robić, co tylko chcieli (w tym własne projekty czy nawet odpoczynek), o ile zrobili sobie tygodniowy przegląd zadań, które mają na głowie. Michał, założyciel Nozbe, spytał wtedy współprowadzącego, Radka, czy ten w takim razie nie chciałby odpuścić swojej pracy 4 dni w tygodniu, skoro mógłby, pracując na cały etat robić swoje projekty w czasie firmowym, za pieniądze. Nie chciał 🤔

Następnie trafiłem na wiele wzmianek o 4 dniach pracy na blogu i w podkaście Maćka Aniserowicza. Proponował on skracanie etatu jako sposobu na negocjacje wynagrodzenia, zwłaszcza jeśli finansowe możliwości się wyczerpały.

Pomyślałem sobie: co za cholernie fajna idea! Praca 4 dni w tygodniu i piąty dzień tylko dla mnie. Na cokolwiek. Na własne projekty, na odpoczynek, cokolwiek mi się zamarzy.

Myślę, że cegiełkę dołożyła też prezentacja z Agile By Example z 2016, na której Henrik Kniberg, opowiadając o tym, jak pracować mądrzej i wydajniej, wspomniał, że ma 2 dni w tygodniu, w których nie planuje nic. Oznacza to, że normalnie pracuje 3 dni w tygodniu, zaś te 2 dni przeznacza na slack time, czas niezaplanowany, w którym może robić dosłownie wszystko. Odpoczywać, pisać artykuły czy książki, czasem też poświęcić go na pracę, ale tylko wtedy gdy naprawdę warto. Kto by nie chciał tak pracować? :) Swoją drogą jest to prezentacja, którą dzielę się najczęściej. Naprawdę warto obejrzeć!

Gdy postanowiłem negocjować ten 1 dzień wolnego więcej w tygodniu, miałem w głowie pewne oczekiwania. Chciałem przenieść pracę nad własnymi projektami na ten 1 dodatkowy dzień, nie pracować wieczorami i nie poświęcać weekendów. Mam też tezę, że dzięki temu pracuję wydajniej w pracy, bo nie zmieniam sobie kontekstu pracy codziennie wieczorem, tylko relaksując się w tym czasie, pozwalam podświadomości dalej przetwarzać to, co się działo tego dnia. Dzięki temu często rano rozwiązuję problemy, nad którymi głowiłem się poprzedniego dnia.


Negocjacje

Próbowałem skrócić sobie etat, negocjując wynagrodzenie – nie udało się. Potem przy zmianie pracy również próbowałem od razu zaklepać 4-dniowy tydzień pracy. Również nie wyszło. Za trzecim razem się udało. Technicznie umówiłem się tak, że będę brał wolne piątki, na sztywno. Wszystkie benefity, wynagrodzenie, urlop, mnożone były razy 4/5.

Dostałem sporą dozę zaufania, że moja krótsza praca nie będzie negatywnie wpływała na zespół. Po 3 miesiącach zrobiliśmy sobie podsumowanie i nie zauważyliśmy żadnego negatywnego wpływu na pracę. Los chciał, że po 8 miesiącach pracy musiałem poszukać sobie czegoś nowego. Wiedziałem, że absolutnie nie chcę rezygnować z mojego nowego trybu. Traktowałem to na równi z tym, że dostanę firmowego macbooka do pracy. Po raz kolejny miałem szczęście.

W tym momencie, po ponad 13 miesiącach mam już trochę przemyśleń. I na temat pracy w zespole przez 4 dni w tygodniu, jak również o tym dodatkowym wolnym dniu. Uważam, że przy niedużym wysiłku zespół nie traci za dużo przez moją nieobecność. Wystarczy nie rozgrzebywać pracy, nie blokować innych nieskończonym zadaniem i mieć na uwadze, że gdy ja mam wolne, to inni pracują i muszą mieć poczucie, że mogą na mnie polegać i mi zaufać.

Krótszy tydzień pracy pozwala mi być bardziej wypoczętym i zrelaksowanym na co dzień. Uważam, że pracuję przez te 4 dni wydajniej, niż wskazuje na to wielkość etatu. Może nie robię tyle, ile przez 5 dni, ale na pewno więcej niż przez 4 dni 5-dniowego trybu. Pracuję po prostu wydajniej i lepiej, wykorzystując dostępny czas. Z jednej strony, bo mam więcej sił, ale też dlatego, że czuję, że powinienem zmieścić więcej pracy w krótszym czasie.

Jeśli chodzi o ten dzień wolny, to wykorzystywałem go już na różne sposoby.


Co zrobić z całym tym czasem?

Przez kilka miesięcy pracowałem dla poprzedniej firmy na godziny, poświęcając głównie ten dzień. Było to niesamowitym mindfuckiem dla ludzi z tamtego zespołu, bo moim głównym argumentem za zmianą pracy było skrócenie etatu. Po czym przez kilka miesięcy pracowałem nadal 5 dni, tylko w dwóch firmach. Ale uważam, że było to ciekawe doświadczenie i mimo że pracowałem dla kogoś, to miałem okazję w bardzo bezpieczny sposób przetestować pracę 4 dni w zespole i zobaczyć jakie są tego plusy i minusy. Najważniejsze było to, że moja główna praca zajmowała 4 dni. To, że piąty dzień spędzałem na pracy w innym miejscu, było tylko jednym ze sposobów na wykorzystanie tego czasu.

Od ponad pół roku mam ten dodatkowy dzień na własność. I wykorzystuję go bardzo różnie. Czasem biorę kubek i notatnik, kupuję sobie pyszną kawę w kawiarni, siadam na ławce w parku i notuję, wymyślam, projektuję. Przejdę się kawałek, pocieszę się pogodą i znów siadam do notowania. Czasem siadam w domu i pracuję nad blogiem, nad warsztatami, nad koncepcją kursu. A czasem wykorzystuję ten dzień na załatwianie spraw, dzięki czemu nie muszę brać urlopu. Mogę chyba śmiało powiedzieć, że traktuję ten dzień jako przedłużenie weekendu.

Teraz nadchodzi jesień i zima i zaczynam myśleć jak wykorzystać ten czas. Uważam, że jeśli zostanę w domu, to zmarnuję ten czas, nie wykorzystam go tak dobrze jakbym mógł. Ale w deszczu czy zimnie dużo trudniej będzie siedzieć na ławce w parku i cieszyć się pogodą…

Być może poszukam jakiegoś coworkingu (chyba w Google Campus jest darmowy?), przyjaznej kawiarni albo innego miejsca, gdzie będę mógł zatopić się w pracę, bez domowych rozpraszaczy. Tęsknię za empikopodobnym sklepem Traffic, od dawna już nieistniejącym. Tam byłaby idealna przestrzeń na takie wypady… Chodzi mi też po głowie znalezienie swojego miejsca do pracy poza domem, swojej “męskiej nory”. Zazdroszczę żonie która ma swoją pracownię, w której w każdym momencie może się pojawić i pracować, kompletnie oddzielając pracę od domu.

Nie powiem, że nie przemyka mi też przez myśl “przezimowanie” tego czasu pracując dla kogoś…


Przede wszystkim zespół

Mam teraz elastyczność wyboru dnia, jaki mi odpowiada. Może się to nawet zmieniać z tygodnia na tydzień. O ile nie przeszkadza to w pracy reszcie zespołu. Domyślnie, dla zmniejszenia chaosu, nadal jest to piątek. Przyklejenie się do weekendu wydaje się najrozsądniejsze, chociaż może przetestuję przez jakiś czas dzień wolny w środku tygodnia. Im więcej eksperymentów, tym więcej się nauczę!

Zawsze mam z tyłu głowy dobro zespołu i jeśli coś zacznie nie grać z powodu mojej krótszej pracy, to jestem w stanie nawet z tego zrezygnować. Zrobię oczywiście wszystko, żeby nic takiego się nie wydarzyło, ale jeśli to nadal będzie za mało, to dla mnie oznaczać to będzie porażkę pomysłu i powrót do normalności. Czasem, gdy jest potrzeba, jestem skłonny poświęcić ten dzień i przyjechać do pracy. Na razie zdarzyło się to raz, a poświęcony dzień odebrałem sobie później.


Zyski, koszty…

Pozostaje pytanie: czy warto? Przyjrzyjmy się…

Koszty:

  • 1/5 wynagrodzenia


Zyski:

  • dedykowany czas na własne projekty
  • przedłużenie weekendu
  • realnie 52 dni urlopu więcej
  • dużo więcej energii
  • mniej stresu


Wnioski wyciągnij samodzielnie 😉


Reakcja pozostałych pracowników

Tak jeszcze na koniec jedna rzecz, która mnie nieco zaskoczyła. Myślałem, że taki tryb zainspiruje innych, że będą chcieli iść w moje ślady i odzyskać nieco balans praca-dom. Że firmy będą miały do mnie pretensje, że wywołałem taki ruch.

Nic takiego się nie wydarzyło. Dosłownie 3-4 osoby pogadały ze mną o tym dłużej i może trochę się zajarały, ale widocznie na bardzo krótko. Nadal jestem jedyną osobą, która tak pracuje, którą znam. Nie mam z kim nawet wymienić doświadczeń 😉 Jest co prawda jedna znajoma osoba, która tak pracowała, ale dawno i z nieco innych pobudek. A chciałbym, żeby każdy kiedyś tak pracował. Zupełnie zmienia to balans pracy, z 5-2 do 4-3, dużo zdrowsza proporcja.

Mam kilka teorii, dlaczego tak się nie stało, myślę jednak że najważniejszą są pieniądze. Jesteśmy krajem na dorobku, gonimy zachód i poziom życia jest nieporównywalny z tym sprzed 10 lat. Ale nadal gonimy, jesteśmy w tyle. Więc nic dziwnego, że nie każdy chce poświęcić 1/5 wypłaty za dzień leniuchowania.

Krzepiące jest to, że temat skrócenia tygodnia pracy pojawia się ostatnio dość często. Różne firmy decydują się zrobić eksperymenty i szczerze mówiąc nie trafiłem jeszcze na porażkę. Może po prostu się nie chwalą 😉

Na koniec podrzucam nieco źródeł z których można dowiedzieć się więcej:

Lubisz dzielić się wiedzą i chcesz zostać autorem?

Podziel się wiedzą z 130 tysiącami naszych czytelników

Dowiedz się więcej