Programista na emigracji. Pierwsze kroki - USA (cz.3)

Pracodawcy z zagranicy zatrudniają coraz chętniej polskich programistów, którzy są bardzo cenieni nie tylko w Europie. Nasi specjaliści wybierają różne kierunki zawodowej emigracji. Jednym z nich są Stany Zjednoczone.

W pierwszej części cyklu artykułów o programiście na emigracji pisaliśmy o przeprowadzce do Niemiec w celach zawodowych, w drugiej – zajęliśmy się Wielką Brytanią, w trzeciej i ostatniej odsłonie naszego cyklu wyjeżdżamy do Stanów Zjednoczonych. To kierunek, jaki najchętniej wybraliby polscy programiści, gdyby zdecydowali się pracować zagranicą. Magicznym miejscem, które wszystkich przyciąga, jest oczywiście osławiona Dolina Krzemowa, w której siedziby mają liczne firmy z branży IT. Nie jest łatwo nawet programiście znaleźć zatrudnienie na amerykańskim rynku, a do tego trzeba się liczyć z dużą konkurencją z całego świata. Polacy, zajmujący się kodowaniem, pracują jednak w Stanach Zjednoczonych i wielu z nich nie myśli wcale o powrocie do ojczyzny. Dla tych programistów, którzy chcieliby dołączyć do swoich kolegów za Oceanem, mamy kilka praktycznych informacji.

If you're going to San Francisco

Zakładamy, że znaleźliśmy amerykańskiego pracodawcę jeszcze przed wyjazdem z Polski i przeprowadzamy się do San Francisco. Miasta nie trzeba specjalnie przedstawiać. Warto jedynie przypomnieć, że metropolia, której patronem jest św. Franciszek z Asyżu, leży na zachodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych, w Kalifornii, tuż przy Zatoce San Francisco. Tam właśnie musimy dotrzeć z Polski. Do „miasta mgły”, jak często nazywają San Francisco jego mieszkańcy ze względu na specyficzny klimat tego obszaru, dolecimy samolotem.

Zanim jednak wsiądziemy na jego pokład, trzeba zaopatrzyć się w paszport lub sprawdzić ważność już posiadanego dokumentu. Należy również udać się do konsulatu lub ambasady USA, gdzie do paszportu zostaje wbita promesa. Na jej podstawie wjedziemy do Stanów Zjednoczonych. Tam otrzymamy (miejmy nadzieję) wizę. O tę ostatnią występuje do władz nasz amerykański pracodawca (wiza z kategorii H). Najczęściej będziemy musieli sami ponieść jej koszt – 190 dolarów. Czasami pracodawca rekompensuje ten wydatek po przyjeździe do USA.

Bilet lotniczy otrzymamy albo od pracodawcy, albo będziemy musieli sami za niego zapłacić (w wielu przypadkach otrzymamy potem zwrot kosztów). Cena przelotu zależy oczywiście od przewoźnika, ale także od liczby przesiadek. Te ostatnie wpływają również na długość podróży. Na przykład za bilet z Warszawy do San Francisco (w sumie 26 godzin lotu) z przesiadką w Nowym Jorku (10 godzin lotu) zapłacimy u naszego narodowego przewoźnika (LOT) 2939 zł. Przeloty najlepiej rezerwować za pośrednictwem internetu, korzystając z takich serwisów, jak Bluesky, Skyscanner lub w serwisach przewoźników, np. Lutfhansa, LOT itd.

Po wylądowaniu na amerykańskim lotnisku, czeka nas jeszcze spotkanie z urzędnikiem kontroli granicznej, który zdecyduje, czy rzeczywiście otrzymamy pozwolenie na pobyt. W czasie tego spotkanie zostaną pobrane nasze odciski palców, a także zrobią nam zdjęcie. Czasami czekanie w kolejce do rozmowy z urzędnikiem może zająć nawet 2 lub 3 godziny w zależności od tego, ile przyleciało samolotów w danym momencie.

Formalności w USA

Po przyjeździe do pracy w USA, ważne jest przede wszystkim zdobycie Social Security Numer (SSN). Można go porównać do polskiego numeru PESEL. Jeśli pracodawca zatrudnił nas na etat jeszcze przed przyjazdem do Stanów, na pewno załatwił nam odpowiednią wizę i właśnie SSN. Warto jednak to sprawdzić. SSN to numer ubezpieczenia społecznego, który można uzyskać w lokalnym biurze Social Security Administration. Jego adres znajdziemy na stronie: http://www.socialsecurity.gov.

Bardzo ważną kwestią jest ubezpieczenie medyczne. Niestety, usługi medyczne w USA należą do najdroższych na świecie i potrafią zrujnować finansowo chorego. Na szczęście pracodawca zapewnia najczęściej ubezpieczenie medyczne i opłaca je przynajmniej częściowo. Mogą to być polisy różnego typu, np. PPO (refundacja w wysokości 80-90% w wybranej sieci przychodni i nieco mniejsza poza siecią), EPO (refundacja tylko w określonej sieci przychodni). Na stronie www ubezpieczyciela znajdziemy spis przychodni i lekarzy, gdzie można skorzystać z danej polisy medycznej. Najczęściej lekarz przesyła receptę w formie elektronicznej bezpośrednio do wybranej przez nas apteki. Możemy również poprosić o wydrukowanie recepty, żeby samemu zanieść ją do określonej apteki. Czas pomiędzy dostarczeniem recepty a odebraniem lekarstwa wynosi zwykle kwadrans. Leki na receptę są przygotowywane indywidualnie dla konkretnego pacjenta, a na buteleczki nalepia się spersonalizowane etykiety.

W Stanach Zjednoczonych należy płacić podatek dochodowy (kilka stanów go nie nalicza, np. Teksas lub Floryda), od sprzedaży, a także od nieruchomości. Tutaj poświęcimy kilka słów pierwszemu z nich. Podatek dochodowy jest potrącany przez pracodawcę z wynagrodzenia pracownika. W USA płaci się podatek federalny, a w Kalifornii również podatek stanowy. Wysokość zobowiązania wobec amerykańskiego fiskusa zależy od poziomu dochodów i statusu podatnika (np. małżeństwo, osoba samotna itp.). Podatek federalny to 7 progów (od 10% do 39,6%), a stanowy – 9 progów (od 1% do 12,3%). Raz w roku (do 15 kwietnia) każdy podatnik musi wypełnić dwa formularze (federalny - 1040 i stanowy - 540). W przypadku nadpłaty, otrzymamy zwrot podatku, a niedopłata powoduje konieczność wpłacenia brakującej sumy zobowiązania do urzędu skarbowego.

Konto w banku i samochód

Po przyjeździe do USA, warto założyć konto w tamtejszym banku. Jeśli tego nie zrobimy, będziemy otrzymywali wynagrodzenie za pomocą czeków. Do otwarcia rachunku bankowego konieczny jest paszport z wizą i adres zamieszkania (tam zostanie przesłana karta debetowa). Większość banków wymaga również podania numeru SSN. Jeśli już wspomnieliśmy o karcie debetowej, trzeba podkreślić, że większość bankomatów wypłaca jedynie banknoty 20-dolarowe, rzadziej pojawiają się maszyny umożliwiające wypłacanie 50-dolarówek. W bankomacie można także realizować bardzo popularne w Stanach Zjednoczonych czeki. Warto również zaopatrzyć się jak najszybciej w amerykańską kartę kredytową, ponieważ bez niej trudno załatwić wiele spraw w USA. Jednak żeby otrzymać taką kartę, trzeba wykazać się odpowiednią wiarygodnością w spłacaniu swoich zobowiązań (credit score). Oczywiste jest, że jeśli dopiero przyjechaliśmy do Stanów, nie mamy się czym pochwalić przed bankiem. Wtedy pozostaje nam wpłacić depozyt. Jego wysokość decyduje o wysokości limitu na karcie kredytowej. Te pieniądze możemy odzyskać po pewnym czasie, gdy będziemy spłacali sumiennie zadłużenie na karcie.

W USA trudno funkcjonuje się bez samochodu, dlatego warto postarać się o własny pojazd. Co prawda pracodawcy często organizują komunikację zbiorową dla swoich pracowników w San Francisco i w jego okolicach, ale własne auto to większa elastyczność i swoboda. Na początek wystarczy używany samochód. Polskie prawo jazdy jest ważne przez 10 dni od daty przyjazdu dla nowych rezydentów, dlatego trzeba uzyskać dokument amerykański (konieczne będzie zdanie egzaminu teoretycznego i praktycznego, który nie jest zbyt trudny).

Wynajmowanie mieszkania

W Kalifornii możemy wynająć mieszkanie, które jest zlokalizowane na osiedlu i oferowane jest przez biuro leasingowe (Community Apartments), jednorodzinny dom na wspólnym osiedlu (Condominium), wolnostojący dom z działką (House), kilkupiętrowy dom w zabudowie szeregowej (Townhouse) lub mieszkanie zlokalizowane na terenie większego budynku (In Low). Ogłoszenia o wynajmie znajdziemy w prasie lub w takich serwisach internetowych, jak Apartments, Craigslist lub HotPads. Ciekawostką jest, że w USA ilość pokoi i wielkość mieszkania określa się za pomocą ilości sypialni, np. 2BR (two bedroom) oznacza w rzeczywistości dwa pokoje, salon i kuchnię.

Na ceny mieszkań w Dolinie Krzemowej, oprócz standardu i powierzchni, wpływają również takie czynniki, jak położenie, sąsiedztwo dobrych szkół i odległość do firm z branży IT. Niestety, wynajem mieszkań bywa drogi. Już w ubiegłym rok Forbes alarmował, że w San Francisco i okolicach młodzi ludzie rozwijają swoje kariery zawodowe, pracując dla światowych gigantów technologicznych, a nie mogą udźwignąć kosztów życia, szczególnie tych związanych z mieszkaniami. Do legendy przeszła już anegdota o pracowniku Apple, który na co dzień mieszkał i spał w swoim Dodge Caravan, zaparkowanym nieopodal miejsca pracy. Niektórzy pracodawcy pomagają jednak czasami sprowadzonym z zagranicy pracownikom, oferując im tzw. fundusz przeprowadzkowy, który może obejmować również wynajem pokoju, a także samochodu. Dlatego najlepiej wcześniej, jeszcze przed wyjazdem do Stanów, ustalić wszystkie szczegóły przeprowadzki.

Na początek właściciel mieszkania (landlord) może poprosić o wypełnienie 5-stronicowego wniosku o wynajem (Rental Application Form), który pozwoli mu sprawdzić, czy kandydat na wynajmującego jest wiarygodny i wypłacalny. Często należy przy tym podać numer SSN lub dowód zatrudnienia. Umowę najmu podpisuje się przeważnie na 12 miesięcy. Krótsze umowy nierzadko skutkują wyższym czynszem. Zanim się wprowadzimy, musimy wpłacić właścicielowi depozyt zabezpieczający (najczęściej w wysokości miesięcznego czynszu), który odzyskamy w chwili wyprowadzki. Landlord musi dbać o bezpieczeństwo oraz o dobry stan techniczny nieruchomości.

Amerykańskie ciekawostki

Przede wszystkim trzeba przyzwyczaić się do innego rynku pracy w USA, a szczególnie w Kalifornii. Nie ma tam przepisów i kodeksów, które chroniłyby pozycję pracownika, jak na przykład w Polsce czy w innych krajach europejskich. Pracę można stracić z dnia na dzień, ale również błyskawicznie można ją zmienić. Aby uniknąć tej drugiej sytuacji i wyeliminować przejście pracownika bezpośrednio do konkurencji, często w umowach firmy zabez[ieczają się przed tym. Warto zdawać sobie sprawę, że w USA nikt nie gwarantuje pracownikom prawa do płatnego urlopu. Wszystko zależy od dobrej woli pracodawcy. Jak wynika z badań Center of Economic z Waszyngtonu, obecnie jedna czwarta Amerykanów nie dostaje nawet jednego dnia urlopu w roku.

Urlopy to nie jedyna kwestia, jaka może zaskoczyć programistę z Polski. Oto kilka innych ciekawostek z USA. Amerykanie uwielbiają kreatywność. To słowo powtarzane jest przez wszystkich i wszędzie. Kreatywność jest niemal tak ceniona przez pracodawców, jak dyplom dobrej uczelni. Kreatywność można studiować już nawet jako dodatkowy fakultet na tamtejszych uniwersytetach. Teraz dla odmiany warto poświęcić kilka słów bardziej przyziemnym kwestiom. Przyjrzyjmy się takiemu urządzeniu, jak telefon. Za jego pomocą można załatwić bardzo wiele spraw, a nawet jest to konieczne. Polacy, którzy wyjechali do Doliny Krzemowej, przytaczają różne absurdalne sytuacje związane z telefonem. Na przykład pewna Polka pojawiła się w przychodni osobiści, chcąc założyć kartę pacjenta. Pani w recepcji uprzejmie poprosiła, żeby Polka zadzwoniła, wtedy karta zostanie założona telefonicznie. Na nic zdały się tłumaczenia naszej rodaczki, że przecież jest na miejscu i można sprawę załatwić od razu.

Amerykański policjant przymknie oko na łamanie różnych przepisów o ruchu drogowym, ale nie na złe parkowanie lub przekroczony jego czas. Za to najczęściej wystawia się mandaty. We właściwym parkowaniu pomagają w Stanach… kolory krawężników: czerwony to zakaz zatrzymywania się i parkowania, biały oznacza możliwość chwilowego zatrzymania się bez wysiadania z pojazdu, żółty – zatrzymanie się na chwilę z możliwością opuszczenia auta, zielony – parkowanie około kwadransa i niebieski - parkowanie dla niepełnosprawnych. Drugie najczęstsze przewinienie to przekroczenie prędkości. Za to również można łatwo dostać mandat. To jednak nie wszystko – mandat oznacza często także niemal podwójną ratę za ubezpieczenie samochodu. W takiej sytuacji trzeba wejść na stronę tamtejszego wydziału komunikacji (DMV) i przejść krótki kurs (traffic school), który skasuje adnotację o mandacie.

Wyjazd do pracy zagranicę to nie tylko zmiana otoczenia, czasami również kultury i mentalności, ale także konieczność załatwiania wielu różnych formalności. Nie zawsze można liczyć na pomoc zagranicznego pracodawcy. Jeśli jednak programista chciałby uniknąć takich niedogodności, może próbować znaleźć pracę zdalną dla zagranicznej firm i tym samym nie ruszać się sprzed komputera w Polsce. Coraz więcej polskich specjalistów IT postępuje właśnie w ten sposób, a coraz więcej rodzimych firm świadczy usługi na globalnym rynku, o czym pisaliśmy już w artykule „Polskie firmy IT coraz mocniejsze na zagranicznych rynkach”.

Jakie są Wasze doświadczenia z pracą w USA lub w innych państwach?