Nasza strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Rozumiem

Dzień, w którym straciłem pracę w Microsofcie, czyli o porażkach i sukcesach

Carlos Arguelles Senior Staff Engineer / Google
Zwolnienie z dobrej posady to nie koniec świata, czyli krótka historia o tym, jak nabrać ponownie wiatru w żagle i na tym skorzystać.
Dzień, w którym straciłem pracę w Microsofcie, czyli o porażkach i sukcesach

Kiedy dotarłem do sali konferencyjnej, wziąłem głęboki oddech. Wcześniejszego wieczora, kiedy zobaczyłem zaproszenie na spotkanie z HR-owcem oraz moim przełożonym oraz brak tematu wiadomości, wiedziałem dokładnie, co miało się tam wydarzyć. Rok 2008 był kiepski: bańka mieszkaniowa, kryzys na rynku kredytów subprime, wszędzie upadające banki. Microsoft był w tarapatach. Miałem stracić pracę w środku jednej z najgorszych globalnych recesji w historii, do tego po 11 latach pracy. 5000 innych inżynierów Microsoftu również miało tak skończyć. Dlatego wchodząc do tego pokoju, nie emanowałem zbytnią radością. 



Dlaczego napisałem tę historię

  • Po pierwsze uważam, że "zwolnienie z pracy jest naznaczone jakimś piętnem". I chciałbym to podważyć. Byłem wśród 5000 osób, które zwolniono masowo 22 stycznia 2009 roku przez firmę Microsoft. Nie było to spowodowane moimi działaniami: dwa miesiące wcześniej otrzymałem awans, a życie toczyło się i szło w dobrym kierunku. W tym czasie rozwinąłem się o sześć poziomów Microsoftu.
  • Drugim powodem jest to, że naprawdę wierzę, że "czasami złe rzeczy dzieją się po to, by mogło wydarzyć się coś dobrego". W moim przypadku moje zwolnienie doprowadziło mnie do Amazona, gdzie rozpocząłem 11-letnią podróż, która na zawsze odmieniła moje życie.
  • I po trzecie, dopiero w trakcie poszukiwań, które wymusiła na mnie perspektywa bezrobocia, naprawdę "zrozumiałem, że pozwoliłem, aby strach i inercja wciągnęły mnie w marazm". Od lat nie rozwijałem się w tym co robię. Cała ta sytuacja i dołączenie do Amazona, dało mi determinację i siłę, aby podrasować nieco moje życie zawodowe. Byłem zbyt przerażony, by opuścić Microsoft, a mimo to byłem tak bardzo nieszczęśliwy.



Nienawidziłem Microsoftu

Nie zawsze jednak tak było. Kiedy dołączyłem do firmy w 1997 roku, zatrudnili mnie prosto po studiach, i było to najbardziej niesamowite miejsce, w którym można było się wtedy znaleźć. Z każdej strony emanowało energią i talentem. Microsoft nie skrzywdziłby nawet muchy. Byłem dumny, że mogłem być częścią tego wszystkiego. Akcje rosły i malały w zawrotnym tempie. 

Jestem bardzo wdzięczny za to, czego nauczył mnie Microsoft. Moje pierwsze pięć lat w tym miejscu miało decydujący wpływ na ukształtowanie mnie jako profesjonalnego inżyniera oprogramowania. Będąc na studiach pracujesz nad małymi projektami przez tydzień lub dwa. Oddajesz je, dostajesz ocenę, idziesz dalej.Czasami pracuje się w zespołach, ale najczęściej w pojedynkę.

Jeśli dokonasz złego wyboru technicznego, zazwyczaj nie będziesz musiał zmagać się z jego konsekwencjami w kolejnych latach. Jednak kiedy dołączyłem do Microsoftu w 1997 roku, nagle zostałem wrzucony do ogromnej bazy kodu Microsoft Office i Microsoft Windows i wraz z tysiącami innych inżynierów współtworzyłem kod w wieloletnich projektach, w których stawką były miliardy dolarów. Byłem również otoczony przez jednych z najmądrzejszych inżynierów na świecie. I to dużo, dużo mądrzejszych ode mnie. Tak bardzo tym żyłem i wsiąkłem tym wszystkim, że czułem się jak na innej planecie.

Jednak upadek firmy i przełomowy moment nastąpił, kiedy Bill Gates przekazał władzę Steve’owi Ballmer’owi. Nazwaliśmy ten czas straconą dekadą. Steve nie miał smykałki do biznesu i rozpoczął od serii nieudanych przejęć, jak np. 7 miliardów dolarów, które przepadły, kiedy Microsoft kupił Nokię. Jednak Steve był również pełen osobliwego uroku i często zachęcał i nagradzał konkurencję, zarówno wewnętrzną jak i zewnętrzną, więc (może nieświadomie?) podsycał kulturę wbijania noża w plecy i podstępnych działań.

To miejsce było wtedy toksyczne. Microsoft był bardzo, bardzo chory. I można to było zauważyć w cenie akcji, będącej w stagnacji przez dekadę, jak również w jego nietrafionych kolejnych wersjach oprogramowania. Podczas gdy Apple zachwycał świat iPodem i iPhonem, Microsoft wypuszczał na rynek pełen błędów i niedoróbek system Windows Vista.

[Zanim zaleje mnie lawina negatywnych komentarzy od obecnych microsoftowców, chcę powiedzieć, że szanuję to, jak Satya Nadella zmienił los firmy. To zupełnie inna bajka! Ale Steve nie był dobry dla firmy, a tamta dekada nie była najlepszym czasem dla Microsoftu].



W 2007 roku dołączyłem do Rich Media Group (RMG)

RMG była zespołem pracującym nad oprogramowaniem związanym z fotografią, a fotografia była moim hobby, więc połączenie hobby z moją codzienną pracą wydawało się być czymś super fajnym. Nie brakowało mi pasji do tej dziedziny!

Nie wziąłem jednak pod uwagę nadciągającego, silnego wiatru.


Bezmyślne finansowanie jest niebezpieczne, a zespół był finansowany z nadwyżką

Amazon (firma, do której dołączyłem po odejściu z Microsoftu) rozumie to do tego stopnia, że wybrał “Oszczędzanie” jako jedną z zasad przywództwa, które są ich podstawowym DNA. W oficjalnym opisie czytamy:

„Realizuj więcej mniejszymi środkami. Trudności wyzwalają zaradność, samowystarczalność i pomysłowość. Nie ma dodatkowych punktów za liczebność zespołu, wielkość budżetu czy stałe wydatki.”

Oszczędność jest najmniej popularną z zasad przywództwa, ponieważ jest często wykorzystywana do usprawiedliwiania bycia oszczędnie głupim. Tak, Amazon jest żałośnie tani w tak wielu aspektach, ale mimo wszystko "jest" tam wiele mądrości, która kryje się za tą zasadą. Praca z niewielkim funduszem zmusza, by bardzo koncentrować się na rzeczach, które realnie mają znaczenie, i stopniowego budowania wartości, aby zdobyć zaufanie.

RMG stanowiło podręcznikowe studium przypadku, które robiło to na odwrót. Mieliśmy zamiar konkurować z Adobe Lightroom. Adobe zbudowało go w 18 miesięcy z zespołem składającym się z 18 inżynierów? My mieliśmy zamiar przydzielić to 35 osobom! W zespole była imponująca obsada starszych i głównych inżynierów, którzy w zasadzie spędzili dwa lata debatując między sobą i tracąc czas na dyskusje, które były bezsensowne i skończyło się na nienapisaniu żadnego kodu. Nawet wśród tych 35 inżynierów istniały niewielkie lenna. Zaczęliśmy nawet kupować firmy, aby “przyspieszyć” ten proces. Żadne z tych przejęć nie przyniosło innych efektów niż tylko zwiększenie oporu organizacyjnego. Jestem głęboko przekonany, że gdybyśmy sfinansowali zespół o połowę mniejszy, stworzylibyśmy rzeczywisty produkt.

Dysponowaliśmy tak ogromnym funduszem, że stworzyliśmy program “Icons of Imaging”, w którym współpracowaliśmy ze światowej klasy fotografami, takimi jak Bambi Cantrell, Reed Hoffmann, Denis Reggie, John Shaw, Matthew Jordan Smith i Art Wolfe. Jeden szczęśliwiec, członek naszego zespołu, udał się nawet na Antarktydę z Artem Wolfem, aby nakręcić serial dla telewizji publicznej Travels to the Edge. Spędziliśmy nawet popołudnie robiąc prywatną sesję zdjęciową z Bambi Cantrell.

Mieliśmy laboratorium wypełnione najwyższej jakości drukarkami (za dziesiątki tysięcy dolarów), abyśmy mogli przetestować możliwości drukowania produktu. Mieliśmy całą kolekcję obiektywów Canona z serii L, które mogliśmy pożyczyć w każdej chwili, jak na przykład kosztujący 2000 dolarów 70-200mm f/2.8L. Fotografia była moim hobby, więc pod wieloma względami była to dla mnie praca marzeń.

Ale jeśli chodzi o inżynierię oprogramowania, nie nauczyłem się za wiele, a co za tym idzie nie rozwinąłem też swojej kariery. Zespół był skazany na porażkę od samego początku, a ja tak dobrze bawiłem się z tymi wszystkimi bajerami w tle, że nie zauważałem tego przez długi czas.


Nie mieliśmy w naszym korporacyjnym DNA tego czegoś, aby stworzyć właściwy produkt

Firmy robią wyjątkowo dobrze niektóre rzeczy. Apple robi "piękny designe ". Microsoft zajmuje się "poważnymi przedsięwzięciami". Amazon zajmuje się "usługami internetowymi". Google działa na "szaloną skalę". Kiedy te firmy odchodzą od swojego podstawowego DNA, wychodzą poza swoją strefę komfortu i są nieco bardziej chwiejne. Alexa Amazonu to świetny produkt, ale nie ma w sobie tego piękna, które mają urządzenia Apple. Jednocześnie nie spodziewałbym się, że usługa internetowa od Apple będzie tak samo solidna jak AWS Amazonu. To nie znaczy, że Apple nie może zrobić dobrych usług internetowych, lub Amazon nie może zrobić pięknego interfejsu, ale jest to wbrew ich DNA, więc mają trochę pod prąd.

W przypadku fotografii i sztuki, Adobe był królem zamku. To było w ich podstawowym DNA. To było coś, co robili od dziesięcioleci. Photoshop, Illustrator i Lightroom były naprawdę piękne. Jeśli tworzysz produkt dla fotografów lub artystów, ten rodzaj piękna i kreatywności będzie ich przyciągał.

Zamiast tego Microsoft miał Windowsa i Office’a... praktycznego i korporacyjnego. Dziś używam Maca i za każdym razem, gdy patrzę na Windowsa, zalewam się łzami. Jest taki biznesowy i poważny, a interakcja z użytkownikiem nie jest w żaden sposób zabawna.

We wrześniu 2008 roku, miałem objawienie. Byliśmy na Photokina, znanych targach w branży fotograficznej, aby zaprezentować tam to co razem stworzyliśmy o nazwie Microsoft Pro Photo Tools. Wszyscy wielcy gracze też tam byli. Postawiliśmy nasze stoisko tuż obok stoiska Adobe. Różnice w naszym DNA nie mogły być bardziej wyraźne - można było dosłownie patrzeć na jedno stoisko, potem na drugie, i różnicę było widać gołym okiem. Nawet ich stoisko było piękne, z odważnymi kolorami, artystycznymi krzywiznami, bardzo zabawne i zachęcające. Nasze stoisko było czarno-białe, z ostrymi kątami i do bólu korporacyjne. My byliśmy nudnymi kolesiami z korporacji, a oni byli zabawni.

Jednak uczymy się na błędach i z perspektywy czasu. Teraz widzę wyraźnie, że marnowałem czas na produkt, który nigdy nie miał szans na sukces: przepłaciliśmy, aby zbudować coś, co znacznie wykracza poza naszą strukturę DNA.

Z perspektywy czasu "mogę również dostrzec popełnione przeze mnie błędy". Bardzo nie podobała mi się firma, jaką stał się Microsoft, ale byłem zbyt leniwy i wystraszony, aby faktycznie stamtąd odejść. A więc zostałem, tylko o kilka lat za dużo. Nieszczęśliwy, ale nic z tym nie robiąc. Perspektywa skoku w nieznane przerażała mnie na śmierć.

To było to samo uczucie, kiedy patrzysz na basen, do którego masz zamiar wskoczyć, a wiesz, że woda będzie lodowata.

Co by było, gdyby mi się nie udało? Wiedziałem, że moja sytuacja nie jest najlepsza, ale wiedziałem też, że mogę być w tej firmie, i nadal być tam przeciętniakiem. Już to mówiłem, ale byłem naprawdę… przeciętny. Niskie ryzyko, niska nagroda. Przez ostatnie 2 lata pracy w Microsofcie nie zrobiłem nic, żeby awansować. Microsoft przestał być karierą, a stał się tylko wypłatą. Nie wiem, dlaczego pozwoliłem sobie na taki obrót sytuacji. Miałem zrobić ze swoim życiem o wiele, wiele więcej niż to, ale zgubiłem się po drodze.

Chcę podkreślić jeszcze jedną rzecz. Pomimo wszystkich swoich grzechów, Microsoft wciąż był wspaniałym miejscem pracy. Wciąż byłem otoczony przez niesamowicie inteligentnych ludzi. Wciąż miałem wokół siebie najlepsze możliwości edukacyjne. Mogłem i powinienem był lepiej wykorzystać to środowisko. Istniała ogromna ilość przywilejów, ale byłem zbyt rozpieszczony, aby je docenić. To, że popadłem w "samozadowolenie i wziąłem wiele z tego za pewnik", to moja osobista porażka.

Zadaj sobie pytanie: czy gdybyś dziś stracił pracę, żałowałbyś, że nie wykorzystałeś możliwości, które ta praca Ci dawała, każdego dnia? Bycie otoczonym przez inteligentnych ludzi jest zawsze przywilejem, dlatego korzystaj z tego!

W moim osobistym stanie psychicznym i emocjonalnym zwolnienie z pracy było, mówiąc wprost, najlepszą rzeczą, jaka mi się przytrafiła. Potrzebowałem tego uderzenia w twarz, żeby zareagować, żeby się podnieść, otrzepać z kurzu i zrobić coś lepszego.

"Ironia polega na tym, że zaledwie miesiąc wcześniej postanowiłem, że odejdę". Każdego roku, 31 grudnia, spędzam kilka godzin na rozmyślaniach, zastanawiając się nad tym, co udało mi się osiągnąć w danym roku, gdzie byłem, dokąd zmierzam, itd. 31 grudnia 2008 roku przyjrzałem się sobie z bardzo bliska. Nie tak to miało wyglądać, pomyślałem. Musiałem opuścić firmę, podjąć pewne ryzyko i znaleźć się w zupełnie innej kulturze. Przestać tak bardzo bać się porażki. Dopracowałem swoje CV, wysłałem je do Amazona i Google’a i zacząłem ćwiczyć pytania dotyczące kodowania z pomocą tablicy, którą kupiłem w markecie za 20 dolarów. Kiedy miałem to przerażające spotkanie z HR-owcem i moim przełożonym, byłem psychicznie i emocjonalnie gotowy, aby przejść dalej. Przerażony?! Tak, bardzo. Ale gotowy.

Wiedziałem też, że będzie więcej zwolnień. Plotki na ten temat krążyły po kampusie Microsoftu w Redmond od kilku miesięcy. Mój zespół zmarnował dwa lata bez wypuszczenia produktu na rynek. Wszyscy byliśmy oczywistymi kandydatami do zwolnienia. To nie było nic osobistego.

Mój menedżer był naprawdę dobrym człowiekiem. Tego dnia, kiedy przekazywał mi wiadomość, płakał. Walczył długo i ciężko, by mnie oszczędzić. Nadal jednak jesteśmy dobrymi przyjaciółmi.

Na swoje usprawiedliwienie dodam, że Microsoft naprawdę dobrze się mną zaopiekował. Utrata pracy w środku recesji jest przerażająca. Odszedłem z 8-miesięczną odprawą w formie jednorazowej wypłaty. To było bardzo hojne. Moja żona i ja byliśmy również bardzo oszczędni, więc mieliśmy trochę oszczędności i mogliśmy wygodnie przeżyć przez rok, gdyby zaszła taka potrzeba. To zdjęło z nas dużą presję.

Inni pracownicy, którzy żyli znacznie ponad stan, byli zdesperowani, by podjąć każdą pracę, jaką tylko mogli, i to tak szybko, jak tylko się dało. Ja się nie spieszyłem. Przez miesiąc ćwiczyłem pytania dotyczące kodowania pojawiające się na rozmowach kwalifikacyjnych, tak jakbym pracował w pełnym wymiarze godzin i przeszedłem przez wszystkie pętle w Amazonie i w Google. W końcu dostałem oferty od obu firm, znacznie przewyższające to, co zarabiałem w Microsofcie.

Wybrałem Amazon. To był rok 2009, a ja byłem zauroczony ideą AWS. To było dopiero w zarodku, ale wiedziałem, że to zmieni świat i chciałem być tego częścią, kiedy jeszcze była taka możliwość. W Amazonie spędziłem 11 lat i przeszedłem tam od poziomu 62 do poziomu 67 w skali Microsoftu, a w tym wszystkim ciężko pracowałem, dobrze się bawiłem i tworzyłem historię. W 2014 roku awansowano mnie na dyrektora.

Natomiast w 2020 roku postanowiłem wrócić na ścieżkę, której nie podjąłem w roku 2009... dołączyłem do Google’a, gdzie od tamtej pory szczęśliwie jestem starszym inżynierem kadrowym.

Patrząc wstecz... 22 stycznia 2009 roku, kiedy nerwowo wchodziłem do pokoju, gdzie czekał na mnie HR-owiec i mój przełożony, czułem, że utrata pracy, w środku recesji, z niepewną przyszłością, to najgorsza rzecz, jaka mogłaby mi się przytrafić. Okazało się jednak, że na tym skorzystałem. Potrzebowałem tego uderzenia, które sprowadziło mnie na taką ścieżkę. I podoba mi się to kim jestem i to co zrobiłem ze swoim życiem.

Mam nadzieję, że ta mała historia zainspiruje Cię, jeśli kiedykolwiek znajdziesz się w sytuacji podobnej do mojej. Pamiętaj, że zawsze jest jakaś iskierka nadziei w tym, co się dzieje. Wykorzystaj tę niewiadomą, która może zaprowadzić Cię w jakieś wspaniałe miejsce!

Oryginał tekstu w języku angielskim przeczytasz tutaj.

Rozpocznij dyskusję

Lubisz dzielić się wiedzą i chcesz zostać autorem?

Podziel się wiedzą z 160 tysiącami naszych czytelników

Dowiedz się więcej