Nasza strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Rozumiem

10 sygnałów, że należy uciekać z firmy już podczas rozmowy rekrutacyjnej na programistę

Dr Stuart Woolley Software Developer, Mathematician / RecourceKraft
Sprawdź, co powinno Cię szczególnie niepokoić w firmach podczas procesu rekrutacyjnego na programistę.

1. Brak rezerwacji pokoju na rozmowę 

Firmom zazwyczaj udaje się przeżyć na rynku dzięki temu, że zarabiają pieniądze - oczywiście pomijam tutaj młode startupy, organizacje quasi-rządowe lub oddziały administracji państwowej. Zarabianie pieniędzy może się już kojarzyć z organizacją, która jako tako sobie radzi, a co za tym idzie - jest w stanie wyposażyć swoje biuro w oddzielny pokój do spotkań. 

A nie zawsze tak jest. Pamiętam taką jedną sytuację, w której zostałem zaproszony do budynku, spotkałem na gwarnym korytarzu osobę mającą przeprowadzić rozmowę i udałem się z nią na spontaniczną wycieczkę po wcześniej wspomnianym budynku w poszukiwaniu wolnego pokoju. Niestety nic takiego się nie znalazło.  

Pomimo że możemy to zrzucić na nieogarnięcie osoby przeprowadzającej rozmowę, problem z rezerwacją wynikającą z wadliwego oprogramowania lub słabego UI, problem z kalendarzem rezerwacji, czy po prostu na to, że ktoś wykorzystał swoje stanowisko do zawłaszczenia sobie zarezerwowanego pokoju, to to wszystko i tak niestety nie świadczy za dobrze o danej organizacji. 

Rezerwacja pomieszczenia to podstawowe wymaganie do przeprowadzenia rozmowy kwalifikacyjnej - jeśli jakaś firma nie jest w stanie tego zrobić, to zacznę się zastanawiać, czego jeszcze nie będą w stanie zrobić. 

Z drugiej strony: wypadki i błędy się zdarzają, pewnie - rury pękają, ogrzewanie albo klimatyzacja może nawalić, może nastąpić podwójna rezerwacja (przez pomyłkę) itd. ale istnieją też inne pomieszczenia, więc jeśli wszystko jest zajęte, to ktoś mógłby użyczyć swojego biura, aby zapewnić chociaż odrobinę prywatności podczas rozmowy. 

Z mojego doświadczenia wynika jednak, że taki brak przygotowania dużo mówi o tym, jak firma działa w innych obszarach. 


2. Brak napojów 

Rozmowy kwalifikacyjne są stresujące i nieważne na ilu już byłeś/byłaś, jak zaschnie Ci w gardle, to niełatwo będzie się zaprezentować.

Nieważne, czy chcesz zaryzykować i spróbować firmowej kawy, czy po prostu napić się wody (unikaj gazowanej - jak zacznie Ci się odbijać, to stracisz kilka punktów do charyzmy), to jakikolwiek napój jest podstawowym wymaganiem, które należy spełnić, jak rozmawiasz z kimś, kogo właściwie nie znasz. 

Firma, która zaproponuje mi kawę rozpuszczalną na rozmowie, sprawiłaby, że moja chęć pracy u nich również się rozpuści. No, chyba że aplikowałbym do pracy w warsztacie samochodowym. 


Jakikolwiek napój na stole można wykorzystać jako okazję do zebrania myśli - możesz po prostu na niego patrzeć, głaskać szklankę, albo brać od czasu do czasu łyka, bo warto czasem nawilżyć usta i nie chrypieć, jak się mówi. 

Macie jakiś stół, prawda? Jeśli rozmowa odbywa się na worku kartofli, to uciekaj jak najdalej. Mogę się założyć, że mają jedno biurko dla kilku pracowników - jeśli w ogóle mają jakieś biurko.


Zdarzało mi się chodzić na rozmowy, gdzie specjalnie nie podawano żadnych napojów - miało to na celu zestresowanie kandydatów i sprawdzenie, czy o nie zapytają - a jeśli tak, to w jaki sposób. Wygląda to śmiesznie i trochę tak, jakby używało się specjalnych technik do przesłuchiwania podejrzanych - coś takiego można robić, gdy rekrutuje się do sił specjalnych. 


3. Zdajesz sobie sprawę, że to rozmowa panelowa

Rozmowa panelowa - to już niestety przestarzała forma rozmów kwalifikacyjnych, która jest jeszcze obecna na uczelniach i w służbie cywilnej. To tak bardzo nie pasuje do inżynierii oprogramowania, że boli mnie nawet sama rozmowa o tym. 

Podczas całej mojej kariery w inżynierii oprogramowania tylko raz mi się to zdarzyło. Rozmowa ta miała miejsce na jednym z większych uniwersytetów. Myślałem, że porozmawiam sobie z headem jakiejś katedry, a potem poznam jednego wykładowcę, czy osobę techniczną, ale wyobraźcie sobie, że jak wszedłem do pokoju, to było już w nim pięcioro pracowników katedry. Wzrok każdego z nich skupiał się na jednym krześle - moim krześle. 

Pogodziłem się z tym, jak już minął mój pierwszy szok. Tak właściwie to zawsze podobało mi się działanie ośrodków naukowych - to wszystko przez film A Very Peculiar Practice, który dobrze pokazywał, jak to wszystko tam działało. Czułem, że w pewnym sensie to do mnie pasuje. 

W każdym razie rozmowy panelowe są totalnie przestarzałe i nieodpowiednie dla rozmów technicznych na inżyniera oprogramowania. Jeśli więc nie starasz się o stanowisko naukowe lub nie aplikujesz o pracę w służbie cywilnej, to odwróć się i wyjdź. Podziękujesz mi później. 

Tak na marginesie, to udało mi się dostać tę pracę na uczelni i było super. Niemniej jednak, jako osoba techniczna, trudno jest zaimponować komuś, kto zatrzymał się w innowacjach na telefonie (będącym mniej formalną formą komunikacji od telegrafu) i ubolewa nad brakiem służących w jadalni akademickiej. Moja rada: jeśli chcesz spróbować rozmowy panelowej na uniwerku, to pamiętaj, aby założyć odpowiedni krawat i unikaj pstrokatych skarpet. 


4. Osoba prowadząca rozmowę nie przeczytała Twojego CV

Wydaje mi się, że każdy z nas przez to przechodził. Osoba, która ma z Tobą przeprowadzić rozmowę, wygląda na skołowaną, trzyma plik papierów i dopiero jak siada w pokoju, to czyta Twoje CV. Pewnie będzie sobie wspomagać czytanie długopisem, na który nadal ma nałożoną nasadkę. 

Na pewno będzie unikać kontaktu wzrokowego i zadawać pytania o doświadczenie w kolejności chronologicznej. Od czasu do czasu sobie chrząknie, a czasem się do siebie uśmiechnie, kiedy coś im się przypomni albo zobaczy jakąś starą technologię. Czasem rzuci jakimś pytaniem zupełnie niezwiązanym ze stanowiskiem, na które aplikujesz. 

Określić to jako brak przygotowania to lekkie niedopowiedzenie, a często wiąże się to też z tym, że osoba przeprowadzająca rozmowę nic nie wie o oferowanym stanowisku. 

Jeśli ktoś taki nie przygotował się na rozmowę, to albo ma wszystko gdzieś, albo firma ma wszystko gdzieś i nawet nie chce im się wysłać kogoś, kto tak nie ma. W takim momencie zaczynam się zastanawiać, czy ktoś w ogóle przeczytał moje CV, zanim zaproszono mnie na rozmowę. Następnie zacznę się rozglądać za najprostszą drogą ucieczki i zastanowię się, czy mogę uciec, zanim zaczniemy mówić o mojej nauce w gimnazjum. 

Takie nieprzygotowanie często wiąże się z następną rzeczą.


5. Osoba prowadząca rozmowę nie wie nic o oferowanym stanowisku

Siedzisz już w pokoju konferencyjnym (mam nadzieję) i masz przy sobie plastikowy kubek letniej wody (prawdopodobnie) i wtedy do Ciebie dociera - osoba przeprowadzająca rozmowę nie ma pojęcia, dlaczego tu jesteś. 

Spotkałem się już z tym kilka razy, głównie jako wykonawca pracujący na podstawie kontraktu i to w firmie, która próbuje się uratować poprzez szybkie ukończenie jakiegoś projektu, ale nie ma nikogo odpowiedniego na pokładzie. 

Przysyłają do pokoju kogoś, kto nie ma nic wspólnego z projektem i nie wie też, po co przeprowadza screening - a więc nie rozumie specyfiki stanowiska, na które rekrutuje. 

Jest to do zaakceptowania (lub tolerowania) jeśli startujesz do pracy jako wykonawca - wchodzisz do firmy, robisz swoje, płacą Ci i wychodzisz. W przypadku pracy stałej to duży sygnał do tego, żeby uciekać. Jak na rozmowę można wysłać kogoś, kto nie rozumie, o co chodzi w tym konkretnym stanowisku. 

Zostawię Was z tym. Nie ma sensu tolerować czegoś takiego, no, chyba że jesteś zdesperowany - ale nawet wtedy dobrze się zastanów. 

Szukaj wyjścia. 


6. Proszą Cię o wykonanie prostego testu na kodowanie

Mógłbym się tutaj naprawdę rozpisać - napisałem nawet cały artykuł na ten temat, który wywołał ożywioną debatę. Przyjęło się, że w pewnym momencie kariery, poproszenie kogoś o wykonanie standardowego testu kodowania równa się umniejszeniu jego umiejętności. 

Piszę tam, że standardowe testy kodowania to okropny sposób na ocenianie umiejętności i ludzi. Jak w jakiejś firmie coś takiego się odbywa, to należy jej unikać. 

Kolejną rzeczą jest sam test - co oni Ci właściwie każą robić? Czasami wymaga się tego przed screeningiem, a więc robisz to w wolnym czasie, a innym razem musisz to robić podczas rozmowy kwalifikacyjnej. 

Sama osoba przeprowadzająca rozmowę musiałaby mieć trochę umiejętności technicznych, a zadanie musiałoby być w jakiś sposób angażujące. Ale nie o to chodzi. Co się właściwie dzieje to to, że osoba ta oddaje Twoją pracę komuś innemu i ten ktoś wystawia jakąś ocenę. Oczywiście bez żadnego spotkania. 

Wszystko zależy od Twojego doświadczenia - jeśli dopiero zaczynasz, to ok, ale jeśli masz już jakieś doświadczenie, albo idzie pracować na podstawie umowy zlecenia, to odwróć się i wyjdź - ale najpierw powiedz, dlaczego. I w taki właśnie sposób można uwolnić świat od tej nieprzyjemnej praktyki. 

To moja osobista krucjata. 


7. Unikanie mówienia o celu danego stanowiska

Rozmowa idzie dobrze. Krzesło jest wygodne, masz coś do picia i słońce nie świeci na Ciebie przez dziury w pół zasłoniętych żaluzjach. 

Pytania techniczne też Ci idą dobrze, nie ma testu na kodowanie - zamiast tego prowadzicie zwykłą rozmowę na temat różnych podejść do rozwiązywania problemów i pragmatyzmie wynikającym z różnych metodologii developmentu.  

Zaczynasz się uśmiechać wewnątrz, czujesz się naprawdę dobrze, ale potem osoba przeprowadzająca rozmowę, pyta, czy masz jakieś pytania dotyczące stanowiska.  

Niebo od razu ciemnieje... 

Zawsze interesuje mnie jedna rzecz - dlaczego akurat rekrutują na to stanowisko. Czy jest nowe? A może ktoś z niego odszedł?

Czasem chodzi o to, że tworzy się jakieś nowe stanowisko dla konkretnego projektu, bo obecny team nie ma wystarczających umiejętności technicznych i potrzebują kogoś, kto ma. Może być też i tak, że potrzebują ludzi, aby poradzić sobie ze sporym nakładem pracy. W jeszcze innych przypadkach jest tak, że ktoś odszedł z firmy i to tutaj staram się trochę podrążyć. 

Pamiętaj, że Ty też starasz się ich poznać - nie tylko oni Ciebie. 

Często będzie i tak, że ktoś z wiedzą na ten temat chętnie Ci wszystko opowie, ale zdarzają się też tacy, którzy zaczną świrować i unikać tematu i po prostu nie będą chcieli o tym rozmawiać. 

Nieczęsto zdarza nam się aplikować na super tajne stanowiska, no ale i takie się zdarzają, więc wtedy dyskusja na temat technologii i teamu nie może mieć miejsca. Ale jeśli osoba przeprowadzająca rozmowę unika tematu, to zazwyczaj chodzi o to, że poprzednik odszedł w niewyjaśnionych okolicznościach lub ta luka w stanowisku jest nie do zapełnienia - bo np. jak już powiedzą, o co naprawdę chodzi, to nikt nie chce go objąć. 

Aplikowałem na stanowiska do firm telekomunikacyjnych z architekturą monolityczną i dużą bazą kodu legacy - w takich przypadkach nikt nie chciał mi od razu powiedzieć, że moja praca będzie głównie polegała na utrzymywaniu tego wszystkiego i że poprzedni pracownicy stracili przez to smak życia, tonąc w morzu błędów, których nie dało się naprawić. 

Nie zrozum mnie źle: czasem trzeba utrzymywać rzeczy, a niektórzy nawet to lubią, ale nikt nie powinien ukrywać tego, na czym dane stanowisko właściwie polega. A jeśli zatrudniasz kogoś podstępem, to ktoś taki albo po prostu odejdzie, albo będzie na tyle niezadowolony, że przestanie wykonywać swoją pracę i trzeba będzie go wyrzucić. 

Zawsze staraj się dowiedzieć, dlaczego dane stanowisko jest akurat dostępne - jeśli nikt nie może Ci tego w prosty sposób wytłumaczyć, to czas pójść w innym kierunku. 


8. Unikanie tematu używanej technologii

Ktoś może napisać w ofercie, że dane stanowisko wymaga pracy z fajną technologią i otrzymać masę aplikacji. Wybierają kogoś chętnego do pracy i z nadzieją patrzącego w przyszłość, a potem nieuczciwie podsuwają więcej pracy. 

Masz pracować ze Swiftem, ale okazuje się, że jakaś stara baza kodu od biblioteki, czy coś tam innego wymaga uwagi. O oł, nie znasz JavaScriptu? Jesteś mądry, trochę już się na tym wszystkim znasz, a wszystkie języki są właściwie takie same, więc i tego się nauczysz, prawda? To tylko na chwilę. Kurcze, ale dobrze sobie radzisz z tym JS-em, pomożesz mi z tym problemem? I tak to się właśnie zaczyna. 

Nie raz coś takiego widziałem. Technologia, z którą miałeś pracować, coraz bardziej się oddala. A łatwo dać się zmanipulować pochlebstwami, prawda? Uczysz się tego wszystkiego, gdy Twoja praca idzie Ci jak po grudzie. Ze mną było tak samo - to dlatego to wszystko piszę. Chcę Wam szczerze pomóc.

Uważaj na rozmowach, na których niechętnie mówi się o technologiach. Mogą Ci powiedzieć, że dokonują jeszcze oceny tego, co jest potrzebne, co może finalnie skutkować tym, że tej technologii jednak nie będzie. Mogą też powiedzieć, że chcą coś przepisywać (co się nigdy nie zdarza, a już na pewno nie mówi tego top management). 

Objęcie danego stanowiska wymaga poświęcenia - z Twojej strony i ze strony osoby rekrutującej, która nie powinna zmieniać jej wymagań w trakcie rozmowy. 

Jeśli nie chcą mówić o technologii, to zazwyczaj oznacza to brak konsekwencji w ofercie. 

Uwaga: rozumiem, że kiedy aplikuje się na jakieś stanowisko, to niektóre technologie trzeba przemyśleć na nowo, ale nie zatrudnia się nowych ludzi, aby to zrobić. A zwłaszcza na permanentne stanowisko. 

Ludzie pracujący na zlecenie albo ktoś z zewnątrz powinien być rozważany przy takich rzeczach - można ich zatrudnić i zakończyć z nimi współpracę w mgnieniu oka. 

Unikanie pewnych tematów może również oznaczać niechęć wewnątrz organizacji, aby z daną rzeczą pracować. Mówiłem o podstępach i pochlebstwach, ale przyjrzymy się czemuś trochę bardziej podstępnemu. 

Może pracujesz na Linuksie, ale firma chce, żebyś pracował w ich autorskim edytorze, który działa tylko z autorską wtyczką Eclipse. Wiesz, że to samo zrobisz w Vim, ale nalegają - bo taka jest polityka firmy. 

To właśnie o tej polityce zapomnieli wspomnieć, kiedy poprosiłeś o zdradzenie większej ilości szczegółów na temat technologii. 

Pamiętam taki przypadek, kiedy wszystkie funkcje HR, razem z dziwnymi mailami, były dostępne jedynie za pośrednictwem Lotus Domino. Miało to miejsce w pewnej dużej firmie międzynarodowej i było koszmarne. 

Więcej czasu spędzaliśmy na mailach, rezerwacjach pokoi, zarządzaniu czasem, ustalaniem grafików i samym narzędziu, niż na kodowaniu. Widziałem też całe zespoły developerów, które ledwo sobie radziły przez Rational Rose i Clearcase. 

Pytaj o technologie projektowe oraz te do developmentu i współpracy. Pamiętaj też koniecznie o tym, aby zapytać o przypadki brzegowe. 


9. Brak czasu na Twoje pytania

Podejście do rekrutacji na zasadzie taśmowego odhaczania wszystkiego, jak leci, sprawia, że osoba rekrutowana zostaje przemaglowana bez szansy zadania pytań.  

Oznacza to prawdopodobnie, że jest bardzo dużo kandydatów i rozmowy rekrutacyjne są już tak częste, że wszystko robi się mechanicznie. 

Albo rotacja kadr jest tak duża, firma się szybko rozrasta albo wszyscy odchodzą, więc całą firma chwyta się brzytwy, aby organizacja nie utonęła. 

Dowiedz się trochę na ten temat - ile firma ma pracowników, jak sprawdza się na rynku, albo wyciągnij trochę informacji z wewnątrz, jeśli masz taką możliwość. 

Jedyny przypadek, w którym coś takiego byłoby na miejscu, to zlecenie wykonania jakiegoś zadania. Nawet młody startup z dobrymi funduszami powinien dać Ci czas na pytania - nie pozwól, aby dobrzy inwestorzy i możliwość akcji Cię zaślepiła. No, chyba że pasuje Ci cokolwiek.  


10. Mają niskiej jakości artykuły biurowe

To mnie szczególnie irytuje. Jest to coś, co może zniechęcić do firm z idealnym procesem rekrutacyjnym. 

Wszystko jest tak, jak powinno być. Woda jest w szklance, a nie w kubku jednorazowym. Pokój jest ładnie pomalowany, a pracownicy mogą się ubierać, jak chcą. 

Potem proszą Cię o opisanie jakiegoś podejścia do bardzo ciekawego problemu w projekcie oprogramowania. No po prostu bajka. Potem dają Ci coś, co ledwo przypomina notatnik i tani, obgryziony niebieski długopis...

Zaczynasz słyszeć dudniący dźwięk w uszach, a twój wzrok zanika. To moment, w którym powoli wstajesz, podchodzisz do okna i wyskakujesz, chcąc poczuć wolność.

Fajnie byłoby mieć gładki, wysokiej jakości papier w twardej oprawie i przynajmniej jakiś pisak żelowy. Coś z atramentem też byłoby ok. Bardzo lubię też białe tablice (nie te cienkie, które „kopiują” to, co jest na nich napisane, ale te twarde, magnetyczne, z małymi okrągłymi plastikowymi rzeczami, które można przykleić) – taką, która widać, że była używana, a mimo to jest czysta.

Wydajcie trochę kasy na przyzwoite artykuły biurowe!


Oryginał tekstu w języku angielskim możesz przeczytać tutaj.

3 komentarzy

Lubisz dzielić się wiedzą i chcesz zostać autorem?

Podziel się wiedzą z 160 tysiącami naszych czytelników

Dowiedz się więcej