Nasza strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Rozumiem

Nadchodzi koniec wojen desktopowych?

Jedna z czołowych osób zaangażowanych w rozwój WSL zapowiada koniec wojen desktopowych, odpowiadając na spekulacje związane z Windowsem mającym stać się warstwą emulacyjną dla kernela Linuksa.
Nadchodzi koniec wojen desktopowych?

Jakiś czas temu pisaliśmy o tym, że miłość Microsoftu do Linuksa jest już tak duża, że Windows może skończyć jako nakłada emulacyjna na kernelu Linusa Torvaldsa. Taką tezę wysnuł Eric Steven Raymond, czyli jedna z czołowych postaci ruchu open source. Hayden Barnes, engeenering manager z Canonical i Microsoft MVP, przekreśla niestety te marzenia, twierdząc, że firma z Redmond nie uczyni raczej ze swojego systemu emulatora dla Linuksa. Co więcej, zaznacza on, że wojny między systemami operacyjnymi mogą niedługo skończyć się na dobre.

Dodaje on też, że jest to bardzo mało prawdopodobne, biorąc jedynie pod uwagę najprostsze rzeczy związane z inżynierią i wiedzą o produkcie. I na pierwszy plan wysuwają się tutaj potencjalne problemy z kompatybilnością i konkurencyjnością firm. 


Gra niewarta świeczki

Starania Microsoftu dotyczące przeniesienia swoich użytkowników na inną platformę już raz spektakularnie legły w gruzach. Chodzi tutaj oczywiście o Windows RT, czyli wersję systemu operacyjnego firmy z Redmond dla urządzeń z procesorami ARM (np. tablety), a powyższa operacja zakończyła się niepowodzeniem właśnie ze względu na problemy z kompatybilnością. 

Nawet z flagowym produktem Microsoftu o nazwie Surface Pro X były problemy, jeżeli chodzi o kompatybilność, bo Windows on ARM nie obsługiwał wtedy jeszcze 64-bitowych aplikacji zwykłego Windowsa. 

Jeżeli chodzi natomiast o Windowsa i Linuksa, to Barnes twierdzi, że osiągnięcie poziomu kompatybilności umożliwiającego zrobienie z tego pierwszego emulatora dla kernela, oznacza coś więcej niż tworzenie fixów w Wine (czyli oprogramowaniu umożliwiającym wykonywanie aplikacji Windowsowych w środowisku systemów Unixowych). Próba osiągnięcia takiej kompatybilności jak np. przy WSL 2 oznaczałaby bardzo ciężką i długą pracę. 

Barnes zaznacza, że zapewnienie warstwy NT kompatybilnej zarówno z SQL Server, jak i z Linuksem to jedno, a zagwarantowanie jej dla milionów aplikacji zewnętrznych to zupełnie coś innego. No i biorąc pod uwagę, że kernel NT ma naprawdę mnóstwo sterowników, to cała operacja przeniesienia ich do Linuksa kosztowałaby miliony. 


Monokultura kernela

Innym argumentem przeciw jest fakt, że zmiana bazy systemu z Windowsa na Linuksa może ironicznie zdławić Microsoft, gdyż mogłaby wtedy powstać monokultura kernela. Wystarczy spojrzeć na świat przeglądarek i zobaczyć, co dzieje się, gdy wszyscy mają obsesję na punkcie Chromium, aby zrozumieć, dlaczego to takie niebezpieczne.

Ogólnie Barnes stara się nie tylko zaznaczyć, że oparcie Windowsa na Linuksie to pomysł trudny do zrealizowania, ale również to, że gra nie jest warta świeczki.


Podsumowanie

Barnes mówi, że dla niego przyszłość będzie wolna od wojen desktopowych. Wszystko raczej będzie zdominowane przez następującą kwestię: czy najpierw bootować Hyper-V, czy KVM? 

Co więcej, być może bardziej interesującą kwestią w tej i podobnych dyskusjach jest to, ile swoich sekretów Microsoft udostępni jako open source, a nie to, czy Windows będzie emulatorem dla Linuksa. 

Tak, czy siak, jak twierdzi Barnes, open source wygrało. Czas przestać skupiać się na wojnach systemów operacyjnych.

Rozpocznij dyskusję

Lubisz dzielić się wiedzą i chcesz zostać autorem?

Podziel się wiedzą z 160 tysiącami naszych czytelników

Dowiedz się więcej