Nasza strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień w przeglądarce. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Rozumiem

O zmianie procesów, które działają

Dowiedz się, dlaczego warto rysować zachody słońca i jak to się ma do rekrutacji w IT.
O zmianie procesów, które działają

Jako dziecko wyjeżdżałam nieraz na wakacyjne kolonie. Pamiętam, że na jednym z takich wyjazdów zorganizowano konkurs rysunkowy. Tematem naszych prac miała być okładka filmu lub bajki. I chociaż bardzo chciałam wziąć udział w konkursie, nie miałam szczególnego talentu do rysowania. Nie wiedziałam też, jaki film wybrać na temat swojej pracy. Narysowałam to, co najbardziej lubiłam, czyli - zachód Słońca nad morzem. Nie była to żadna okładka filmu. Po prostu lubię zachody Słońca.

Przed ogłoszeniem wyników konkursu wszystkie obrazki wywieszono na ścianie. Pamiętam, jak dzieci śmiały się, pytając dlaczego ktoś narysował zachodzące Słońce. Nie znalazłam w sobie odwagi, żeby przyznać się, że to ja byłam autorką tego pozornie niepasującego do tematyki obrazka. Bałam się. Wyniki konkursu ogłoszono nazajutrz. Ku mojemu zaskoczeniu, wyróżnienie za kreatywne podejście do tematu i myślenie nieszablonowe otrzymałam właśnie ja. Pamiętam, jak starsze dzieci biły mi brawo. Pamiętam też, że wtedy nie do końca to rozumiałam. Najistotniejsze było to, że dostałam nagrodę. Dlaczego swój wpis zaczynam właśnie od tej historii? Bo nic lepiej nie pokazuje, jak ważne jest wyjście poza granice utartych schematów. Bo warto jest myśleć inaczej. W końcu najistotniejesze to nie bać się. Nie bać się próbować robić rzeczy, w które naprawdę się wierzy.


Po co zmieniać coś, co działa?

Bo zmiany są potrzebne. Wpadamy w rutynę, w błąd powtarzalności. Jakiś czas temu moją uwagę przykuł bardzo cytat:

Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać innych rezultatów.

Czy tak właśnie nie jest? Oczekujemy rewolucji, kreatywnych rozwiązań, nowych metod, nowych podejść. Jednocześnie, gdy trzeba włożyć w pewną sprawę odrobinę wysiłku, wycofujemy się. "Przecież w sumie to u nas jest dobrze". "Do tej pory się sprawdzało. Po co więc cokolwiek zmieniać?" Odpowiedź jest prosta: warto od siebie wymagać. Warto stawiać sobie co raz to nowsze cele, dążyć do rozwoju, próbować nowych rzeczy. Po co? Bo swoją małą cegiełką możemy przyczynić się do ulepszenia Świata, ludzi, naszego środowiska pracy. I to powinno być naszą największą satysfakcją z tego, co już osiągnęliśmy oraz motywacją do tego, co jeszcze przed nami.

Jakieś pół roku temu przyszedł do mnie jeden z naszych programistów. Chciał porozmawiać o naszym procesie rekrutacyjnym i zrozumieć jego zasady. Po rozmowie z nim byłam nieco sceptycznie nastawiona. Zastanawiałam się, dlaczego on właściwie o to pyta. Przecież to ja zajmuje się rekrutacją.

Mniej więcej w tym samym czasie, w naszej organizacji pojawiło się kilka inicjatyw, które miały zaangażować pracowników w usprawnienie ważnych procesów (np. feedbacku, budowania marki pracodawcy, systemu szkoleń itp.). Trend ten nie ominął także obszaru rekrutacji. Mnie przypadło w udziale zadanie usprawnienia procesów rekrutacyjnych dla działu IT. Jaka była moja pierwsza myśl? Wszystko działa dobrze. Mamy wyrobione pewne standardy. Rekrutujemy kandydatów. Nie mam chyba nic do usprawnienia. Przypomina Wam to coś? Cofnijcie się w tym wpisie o kilka zdań…

Do mojej grupy roboczej zgłosiło się kilka osób chętnych do pomocy przy „ulepszaniu” procesu rekrutacyjnego. Już od samego początku wiedziałam, że praca ta nie będzie miała najmniejszego sensu, jeśli do grupy nie dołączą osoby, które będą mnie twórczo „irytowały” odmienną wizją naszych celów. Doświadczenie nauczyło mnie, że kreatywnie i nieszablonowo tworzy się tylko, budując na z pozoru odmiennych i nie dających się pogodzić wizjach i przekonaniach.

Moja grupa liczyła dziewięć osób, pochodzących z różnych zespołów, pracujących na różnych stanowiskach. Moi współpracownicy mieli mocne zaplecze techniczne. Pamiętam nasze pierwsze spotkanie. Poszłam na nie z przygotowanym planem i pozytywnym nastawieniem. Byłam pewna, jak nasze zmiany mają przebiegać i co chcemy w ich efekcie osiągnąć. Ale gdy spotkanie dobiegło końca, byłam już pewna, że nic z tego nie wyjdzie. Dyskusja nie zbliżyła się nawet do żadnego z moich pomysłów. W mojej głowie kotłowała się ta jedna myśl: po co Ci to było, skoro wszystko działało? Kontynuowaliśmy nasze spotkania przez kolejne pół roku. Wymienialiśmy się doświadczeniami, zbieraliśmy pomysły, dzieliliśmy się pracą.


Co osiągnęliśmy?

Ustandaryzowaliśmy i ulepszyliśmy nasz proces rekrutacyjny.

Brak alternatywnego tekstu dla tego zdjęcia

 

Jednocześnie nie można powiedzieć, że jest to projekt definitywnie zakończony i zamknięty. Bowiem z każdym nowym kandydatem musi on się zmieniać i weryfikować. Najważniejsze to nie zatrzymywać się w miejscu.

Pracując nad procesem rekrutacji, braliśmy pod uwagę wiele czynników. Obserwowaliśmy rynek IT. Próbowaliśmy zrozumieć, czego oczekuje kandydat i na czym mu zależy. Staraliśmy się pogodzić to z naszymi potrzebami. Zaczęliśmy od postawienia sobie najważniejszego pytania: „po co to robimy?”. Okazało się, że oczekiwania osób starających się o dołączenie do naszej organizacji oraz nasze cele i wartości są zgodne. Kandydat chce, żeby proces rekrutacyjny był relatywnie szybki i sprawny. Chce otrzymywać konstruktywny feedback. Rozmowa powinna być interesująca, a pytania i testy dopasowane technicznie tak, aby jak najlepiej weryfikowały jego praktyczne kompetencje.

Ważne, aby proces rekrutacji dawał przedsmak kultury naszej organizacji i pokazywał kandydatowi, jacy jesteśmy i jak kształtujemy swoje środowisko pracy. A nasze potrzeby? Chcemy rekrutować najlepszych ludzi z rynku. Chcemy działać szybko i dawać konstruktywny feedback. Pragniemy też rekrutować zgodnie z naszymi wartościami. Chcemy sprawić, żeby kandydat wyszedł z naszego procesu zadowolony, zmotywowany, a przede wszystkim zainspirowany.

Co było największą zmianą w naszym podejściu do rozumienia procesu rekrutacyjnego? Zaangażowanie. Zaangażowanie nasze, naszych zespołów i w końcu managerów. Wszystko to po to, aby budować zespoły złożone z najlepszych specjalistów. 

Od ponad czterech lat prowadzę wiele projektów rekrutacyjnych i mam poczucie, że najlepszą nagrodą, którą otrzymuję, jest właśnie feedback. Dostaję go od kandydatów, ale także od ludzi, z którymi współpracuje. To on sprawia, że chce się angażować.

Gdy rozpoczęliśmy prezentowanie wypracowanego procesu rekrutacyjnego, pojawiło mi się mnóstwo pytań: jak zareagują ludzie? A co, jeśli to się nie spodoba? Co, jeśli się to nie uda? Miałam mnóstwo obaw. Nadal mam. Dokładnie tak, jak wtedy, gdy narysowałam zachód Słońca. W tym miejscu przytoczę Wam jeszcze jedno zdanie, którym zamknęliśmy naszą prezentację: „Skąd możesz wiedzieć, co jest za drzwiami, skoro jeszcze ich nie otworzyłeś?”.


Czego się nauczyłam?

Tego, że najlepsze pomysły przychodzą, gdy jesteś otwarty. Tego, że nie warto myśleć szablonami. Tego, że wszyscy tutaj gramy do tej samej bramki. Bez względu na to, jak często się nie zgadzaliśmy. Często traciłam poczucie sensu, tego nad czym pracowaliśmy. Dzisiaj jednak jestem bardzo dumna. Dumna z ludzi, którzy sami z siebie chcą zmieniać, poprawiać, angażować się. Moje podziękowania chciałabym skierować do całej grupy, która ze mną pracowała. Wszyscy oni zaangażowali się w naszą grupę jako coś dodatkowego pomimo natłoku własnych zadań i obowiązków: Kuba, Marek, Kuba, Piotrek, Michał, Piotrek, Marcin, Damian, Darek - dziękuję.

Podziękowania należą się także każdemu kandydatowi, z którym mamy możliwość się spotkać i który wraca do nas z feedbackiem. Na koniec powiem Wam, że po raz kolejny zrozumiałam, że: warto jest czasem rysować zachody Słońca.

Zastanów się, kiedy Ty ostatnio coś narysowałeś/aś?

Lubisz dzielić się wiedzą i chcesz zostać autorem?

Podziel się wiedzą z 130 tysiącami naszych czytelników

Dowiedz się więcej