Programista przy biurku czy praca zdalna? Część 2

Dostałem robotę ! :)
Kilka tygodni minęło.
Pierwsze tygodnie otworzyły mi oczy. Zidentyfikowałem mnóstwo problemów, które blokowały mnie w robieniu dobrych rzeczy. Część z nich:

  • strach przed skomitowaniem czegokolwiek
  • strach przed sukcesem
  • strach przed modyfikowaniem istniejącego kodu
  • paskudna higiena w gicie
  • prototyp powinien wystarczyć
  • słaba komunikacja
  • OMG, wy wiecie wszystko, ja nic nie wiem
  • osoba odpowiedzialna za zarządzanie moim czasem, to najgorsza z możliwych: ja

Z drugiej strony byłem zachwycony:

  • 0 czasu zmarnowanego na dojazd do pracy
  • lepszy sprzęt do pracy (własny sprzęt)
  • lepsze wsparcie IT (własne)
  • duża niezawodność internetów (zgadnij)
  • lepsza kawa (znowu ja)

Po prawie roku wydaje mi się, że pokonałem większość strachów albo przynajmniej nie wpływają tak mocno na moją pracę.

Nauczyłem się kilku rzeczy po drodze. Najważniejszą jest wzajemny szacunek do roboty. W momencie, kiedy zaczyna się doceniać pisany kod zamiast tego, jak dobrze (lub jak długo) grzeje się stołek programisty, szacunek do pracy szybko przychodzi. Fakt, że kod będzie dostępny publicznie, że każdy będzie mógł go przeczytać, zrecenzować, odbranczować, podwaja te uczucia.

Sprawa zarządzania czasem jest odrobinkę bardziej skomplikowana. Trzeba sobie zdefiniować zasady i mocno się ich trzymać. Bez tego, każda godzina w trakcie 'godzin pracowych' będzie wykorzystana zarówno na pracę, jak i prywatne sprawy. Po czym po ~10 godzinach trudno będzie określić na co poszedł czas. Łatwo jest później stwierdzić, że 'pewnie nie spędziłem wystarczająco dużo czasu na robocie', co skutkuje jednym z dwóch: siedzenie 'w robocie' do końca dnia lub poczucie, że nie pracowało się wystarczająco dużo. Reżim czasowy jest bardzo istotny. Wcale nie postrzegam źle siedzenia całego będąc pochłoniętym przez kod – wręcz przeciwnie – to daje wspaniałe uczucie ubersatysfakcji. Ale nie jest to dobry opatrunek na kiepskie zarządzanie czasem. Zresztą, praca z domu i brak sztywnych godzin pracy, to duży bonus i warto z niego korzystać. Wiele spraw, kiedy załatwiane są w godzinach pracy 'normalnych ludzi' nabiera lepszej jakości, jest tańsze i zajmuje mniej casu. Wizyty u lekarzy zajmują dużo mniej czasu, trenowanie na gokarcie jest znacznie tańsze i jeździ się po prawie pustym torze i jazda samochodem poza godzinami szczytu też jest znacznie przyjemniejsza.

A! I jeśli lubisz/umiesz gotować, to teraz najlepsze... Te wszystkie pieczenie, które pieką się kilka godzin, przez co zawsze planowane były na weekend...
Teraz możesz mieć w środę... Omnomnom.

Dochodzi jeszcze sprawa narzędzi. Zarówno sprzęt jak i soft. W moim przypadku, do mnie należy obowiązek zbudowania utrzymania maszyn, na których pracuję. Więc wyłącznie ode mnie zależy ich konfiguracja. I to jest genialne. Duże firmy nie ogarniają jak mocno wpływa na pracę programisty. Jaką frustrację może wywołać rytm wybijany na dysku, po prostym wywołaniu grepa, co przeważnie blokuje inne operacje. I z tego co wiem, firmy ciągle nie dają SSDków jako domyślny napęd w sprzęcie. Idioci.

I docieramy do środowiska programistycznego. Zrobienie prostego skryptu, który oszczędzi minutę czasu przy każdej następnej iteracji 'tego czegoś, co robisz’, oszczędza Twój czas, co w konsekwencji oszczędza czas Twojego pracodawcy, Jarząbku. A dlatego, że to Ty nosisz czapkę z napisem 'admin', nikt nie powstrzyma cię przed jego zrobieniem. Pozwala to kreatywności rozwinąć skrzydła. Nawet jeśli wywrócą parę rzeczy w pokoju.

Naprawdę cieszę się z pracy z domu. Uwielbiam tę robotę, tak jak i uwielbiałem poprzednią... Z zupełnie różnych powodów. Domowe biuro wymaga zainwestowania paru 'skill pointów' w siłę woli, ale zyski są zdecydowanie tego warte. Jeśli grasz defensywnie i boisz się niestabilności, która często idzie w parze z robotami 'z domu', to pomyśl, jak łatwo o pracę w tym zawodzie. 

Nie wahaj się!

Część 1