Nasza strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień w przeglądarce. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Rozumiem

O onboardingu od drugiej strony - gdy HRowiec zmienia pracę

Martyna Broda Product Team Coordinator
O dobrym onboardingu HR-owca, czyli jak powinno wyglądać wprowadzenie nowego pracownika do zespołu.
O onboardingu od drugiej strony - gdy HRowiec zmienia pracę

Zmieniłam pracę. I miesiąc przed dołączeniem do nowej firmy, był jednym z bardziej stresujących okresów w moim życiu.

Z poprzednią firmą byłam bardzo związana. Była moim pierwszym miejscem pracy, spędziłam tam 5 lat, wkładając w nie całą swoją energię, uwagę, serce. Nadszedł jednak moment ciężkiej decyzji i trudnej zmiany.

Można powiedzieć - ok, co za różnica? Przecież każdy zmienia kiedyś pracę, przechodzi z firmy do firmy, normalna sprawa.

My, HRowcy, często mimo szczerych chęci i dobrych intencji, uczestnicząc w onboardingu “od drugiej strony” (prowadząc go), zapominamy o tym, jakie emocje i myśli pojawiają się z przejściem pracownika do zupełnie nowych struktur i nieznanego środowiska.

Z natury staramy się ułatwiać pracownikom wejście do nowej firmy, ale warto jest zrobić stop klatkę i przypomnieć sobie z własnego - lub mojego - przykładu, jak to było na samym początku.

- Czy mnie polubią? Czy się odnajdę? Czy dam radę? Czy dogadam się z szefem i swoimi współpracownikami? Czy będę dla firmy użyteczna i dobra? Czy będą ze mnie zadowoleni? A co, jeżeli nie przedłużą mi okresu próbnego? 

Za chwilę następne myśli.

-Już wiem, co fajnego zrobię! Dam radę. Mam kilka pomysłów, które mogą być przydatne. Na pewno mnie polubią. Zrobię wszystko, żeby być przydatna i dobra. Zostanę tam do końca świata i jeden dzień dłużej.

Ale podobno to dobrze, gdyż jak słyszałam, często to znak, że mi zależy.  A więc idąc za myślą: fajnie jest, dobrze jest, nie rycz, odganiałam od siebie złe myśli.

W noc przed rozpoczęciem pracy ekscytacja pomieszała się ze zdenerwowaniem, dając mi gonitwę myśli i okrągłe 2h snu. Na szczęście bańka strachu pękła w momencie przejścia przez próg nowego biura.

Co zatem sprawiło, że moje wejście do firmy było… przyjemne?


Odpowiednio nastawiony zespół

Gdy kilka dni po decyzji o dołączeniu do zespołu zaczęły mi przychodzić maile, jeden po drugim, pomyślałam nie mniej nie więcej jak “What the heeeck?” Otwieram je po kolei i robię coraz większe oczy:

-Cieszę się, że Cię poznam i że będziemy mogły współpracować. Powodzenia i do zobaczenia w biurze!
-Czekaliśmy na Ciebie, do zobaczenia w przyszłym miesiącu.

So on, so on… Okazało się, że mój obecny manager wysłał do wszystkich wiadomość o moim dołączeniu. Serce urosło mi do rozmiarów księżyca i pomyślałam tylko: jak to w ogóle możliwe?

Pierwszego dnia w firmie zostałam poproszona, razem z innymi nowymi pracownikami, o udostępnienie w naszym wewnętrznym systemie notki o sobie. Co lubię, kim jestem, co robię po pracy.

Pod spodem znowu masa powitalnych komentarzy i lajków. Pod każdym postem nowego pracownika. Znowu serce rośnie. Wydaje się, że większość osób naprawdę czeka na “newcomersów” :)


Dokładnie wiedziałam, co mnie czeka

Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak komunikacja na linii pracodawca - przyszły pracownik przed jego przyjściem do firmy, ułatwia sprawę.

Wiedziałam dokładnie, co muszę zrobić, na jakim etapie i jaki będzie następny krok. Co mnie spotka każdej godziny onboardingu. Będąc jedną z tych, co wybiegają myślami w przód, te informacje dawały mi poczucie ulgi.

Nie mówiąc już o samej formie komunikatów, która była po prostu… awesome!


Ludzie reprezentują wartości

To, co firma reprezentuje na zewnątrz w komunikacji do kandydata, spotyka się z rzeczywistością na miejscu. A jest to ogromna sztuka.

Pisałam o tym w jednym z poprzednich artykułów, że często spotykałam się z sytuacjami, kiedy było odwrotnie. Ogromnym zaskoczeniem było spotkanie się, po prostu, z prawdą.

Uprzejmość, praca zespołowa, wsparcie, transparentność, szacunek i cierpliwość, to tylko niektóre z kilku wartości, które mogłam poczuć już pierwszego (!) dnia.

I tak jak możemy zaplanować fajną ścieżkę komunikacji z naszym przyszłym pracownikiem i wdrożyć ją dosyć szybko, tak temat prezentowania wartości jest szerszy i dotyczy absolutnie wszystkich ludzi, którzy w firmie pracują. A zatem i cięższy.


Feedback bez obaw

Czy jest coś do zmiany? Oczywiście, że jest. Zawsze jest. I już po pierwszym dniu dostałam ankietę z prośbą o szczery feedback. Ba, powiem więcej. Organizator onboardingu sam komunikował otwartość na rozmowy feedbackowe, był ciekawy i chętny opinii.

I to już w pierwszych dniach dało mi ogromne poczucie wpływu na organizację, czego ja, jako jednostka po prostu wiem, że potrzebuję.


Podsumowanie

Oczywiście, można powiedzieć, że na początku to trawa zawsze jest trochę bardziej zielona. Pewnie tak jest. Ale mając do wyboru poczucie komfortu i zadowolenia z przyjścia a dezorientację, wybieram to pierwsze. 

Masz coś do powiedzenia?

Podziel się tym z 120 tysiącami naszych czytelników

Dowiedz się więcej
Rocket dog