Nasza strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień w przeglądarce. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Rozumiem

Najtrudniejszy jest finisz

Jakub Gutkowski Principal Software Engineer / blog.gutek.pl
O dobrym podejściu do projektu informatycznego, który ma się ku końcowi.
Najtrudniejszy jest finisz

Niezależnie, co robimy – czy to koniec projektu, ostatnie kilometry maratonu, czy ostatnie powtórzenia lub minuty zawodów. Wszystko ma zawsze jakiś koniec. Bardzo często ta końcówka - jak i jej wynik - ma się nijak do tego, co działo się wcześniej (oczywiście nie licząc sytuacji ekstremalnych). To, ile z siebie damy i jak to zrobimy albo umożliwi nam dotarcie do mety, albo nie. Bardzo często popełniamy wiele błędów na ostatnich metrach.

Bo to już tuż, tuż i zaraz się all skończy.

Błędy mają różną postać. Może to być danie z siebie za dużo, za wcześnie - co spowoduje, że wyczerpiemy zapasy energii i do mety raczej doczłapiemy, a nie dobiegniemy. Możemy też za bardzo się oszczędzać, przez co jak dobiegniemy sami sobie będziemy zarzucać, że nie daliśmy z siebie wszystkiego. W projektach informatycznych może się to przekładać na to, że przestajemy testować nasze rozwiązanie; wgrywamy wszystko jak najszybciej, by tylko skończyć. Albo zaczynamy robić refratoryzację po testach akceptacyjnych.

Na przykład z tym blogiem - wydawałoby się, że te ostatnie posty to już czysta formalność… nic bardziej mylnego. Przez ostatni miesiąc nad postami spędziłem dwa, jak nie trzy razy więcej czasu, niż poprzednio. A wszystko przez to, że już czułem, że to koniec. Wiem co to u mnie powoduje - odpuszczam. Skoro to koniec, to nie ma co już się starać, udało mi się przez prawie rok to uda się w ciągu ostatnich dwóch tygodni… nic bardziej mylnego. Parę razy bym nie napisał posta, pominął publikację, bo poduszka była bardziej kusząca.

To samo obserwuję u siebie w projektach informatycznych. To już koniec! I na przykład checkinuje bez przetestowania kodu. Robię to już bardzo rzadko. Docieranie do mety rozluźnia nas, zdejmuje stres i poczucie obowiązku. W końcu to już koniec, w razie czego - wybaczą.

Dlatego nie dajcie się nigdy zmylić. Końcówka to czas, kiedy trzeba zebrać wszystkie siły, całą swoją koncentrację i nie odpuszczać. Dopiero wtedy możecie śmiało paść na ziemię i odpocząć.


PS Nie ma finiszu, jeżeli nie było wcześniej pracy. To się rozumie samo przez się. Jeżeli nie było pracy, możemy jedynie mówić o kontrolowanym upadku, albo po prostu zderzeniu czołowym z pociągiem.

PPS Kiedyś czytałem, że bokserzy wagi super ciężkiej co walkę przyjmują średnio na głowę ciosy równoważne właśnie takiemu czołowemu zderzeniu.

Zobacz więcej na Bulldogjob

Masz coś do powiedzenia?

Podziel się tym z 80 tysiącami naszych czytelników

Dowiedz się więcej
Rocket dog