Nasza strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień w przeglądarce. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Rozumiem

I hate programming

Jakub Gutkowski Principal Software Engineer / blog.gutek.pl
Parę słów o ambiwalentnych uczuciach do kodowania.

Trafiłem w sieci na jedną z najlepszych naklejek na laptopa, jakie kiedykolwiek widziałem. Przekazuje czystą prawdę - to ujęcie życia programisty w pięciu linijkach.


Ile razy nienawidziłeś programowania tylko po to, by zaraz - jak kod zacznie działać - cieszyć się jak dziecko i wychwalać je pod niebiosa? :) Nieraz miałem takie momenty, niezależnie od tego jak bardzo projekt mi się podobał i jak bardzo byłem w niego wciagnięty. Pojawia się moment nienawiści, jak i chwila dziecięcej radości. Dziecięcej tym bardziej, że każda wypuszczona, działająca aplikacja to takie nasze małe dziecko. Coś naszego, twórczego. No, dopóki nie przyjdzie Kazio z Pomorza i nie powie, że jest do de. Ale to może się zdarzyć zawsze.

Ogólnie nasza praca polega na siedzeniu i próbowaniu rozwiązań. Sprawdzeniu, czy nasz pomysł zadziała w ten, czy w inny sposób. Czasami mamy jakiś plan wykonania aplikacji, piszemy kod, odpalamy testy, piszemy dalej, idzie świetnie. Już mamy przechodzić do kolejnego wymagania, kiedy odpalamy naszą w pełni działającą w kodzie aplikację - tylko po to, by dostać exception was thrown by the target of invocation.

To błąd, którego nie możemy zdebugować i nie wiemy skąd pochodzi, a linijka, do której się odwołuje, nie istnieje. Nagle spędzamy kolejne trzy dni na grzebaniu w rejestrach i obiektach com+... by dowiedzieć się, że mamy ukrytą flagę force, która usunie ten błąd i spowoduje, że to, co napisaliśmy zadziała.

Proces dochodzenia do tego jest dość ciężki i długotrwały, a sam problem - dość niespodziewany. Tak jest z całym programowaniem. Nagle okazuje się, że nasz kawał drewna, w którym tak pięknie wszystko wyrzeźbiliśmy, jest od środka spróchniały i pusty, a teraz, zamiast pracować dalej, musimy kombinować, jak naprawić tę dziurę. Jesteśmy już tak daleko w projekcie, że rozpoczęcie od nowa mija się z celem.

I wtedy właśnie do głowy przychodzi: I hate programming

Tylko po to, by po dwóch-trzech dniach siedzenia wykrzyknąć z radości: I love programming!

Tak naprawdę to love ma większą moc niż hate, dlatego też dalej programujemy. Tak jest przynajmniej w moim wypadku.

Masz coś do powiedzenia?

Podziel się tym z 120 tysiącami naszych czytelników

Dowiedz się więcej
Rocket dog