Być albo nie być miłym? Dylematy przy tworzeniu biznesu.

Ostatnio trafiłem na artykuł sprzed dwóch lat Why It’s Safe for Founders to Be Nice napisany przez Paula Grahama (współzałożyciela Y Combinatora), którego bardzo szanuję. Postanowiłem napisać dlaczego się z nim nie zgadzam. Nie to, że uważam, że powinniśmy być dla siebie niemili. Wydaje mi się jednak, że bycie miłym nie rozwiąże problemów związanych z organizacją, zarządzaniem, marketingiem, sprzedażą czy rozwojem biznesu. Ponadto, w wielu przypadkach bycie miłym jest dla założycieli niebezpieczne.


W swoim artykule Graham cytuje szefa firmy, który obawia się tego, że ma zbyt miękkie serce i zbyt dużo daje za darmo. Autor tekstu sugeruje mu, że nie powinien się o to martwić, bo jeśli stworzy coś na tyle dobrego, że ludzie będą o tym mówić, będzie to przynosiło duże zyski. Innymi słowy, nie bój się, że jesteś zbyt miły i skup się na jakości produktu – twoja praca zostanie doceniona. Ale czy ta strategia zadziała w nowoczesnym świecie?


Tak, jeśli jesteś matematykiem, kompozytorem, albo pisarzem, bo wtedy twój sukces nie zależy od pracowników firmy, wspólników czy inwestorów. Rozwój biznesu to inna historia, bo zależy w dużej mierze od umiejętności generowania zysku: musisz więcej zabierać niż dawać. Która osoba o miękkim sercu chciałaby się tak zachowywać?


Artykuł 7 Soft Hearted Mistakes Startup Founders Make doskonale tłumaczy, dlaczego bycie zbyt łagodnym może stać się słabością, jeśli nad tym nie zapanujemy. W dużym skrócie – możemy albo mieć miękkie serce, albo odnosić sukcesy. Ta „słabość” dotyczy coraz większej grupy ludzi. Dzięki rosnącej jakości życia wszyscy, a zwłaszcza mężczyźni, stają się coraz bardziej łagodni.


Dla tych spośród nas, którzy (tak jak wspomniany już szef firmy) są z natury wrażliwi, prowadzenie biznesu i generowanie zysków jest bardzo stresującą pracą. Musimy robić coś przeciw naszej naturze. Mówienie nam, że to bezpieczne jest nieetyczne – sprawia, że stajemy się gorsi od tych, którzy mają „twardsze” charaktery.


Mimo że staram się nie myśleć o sobie jako o słabym człowieku, muszę przyznać, że zauważam u siebie kilka symptomów „choroby łagodności”. Czuję poczucie winy, gdy:


  • zwalniam pracownika
  • negocjuję warunki gorsze dla drugiej strony
  • karzę kogoś
  • nie odbieram telefonu
  • odmawiam danej ofercie
  • nie ufam ludziom
  • zrywam z dziewczyną
  • nie oddzwaniam do mamy

Każdy biznesman odnoszący sukcesy, łącznie z Paulem Grahamem, powie ci, że jeśli chcesz coś osiągnąć, musisz powziąć wiele kroków, które unieszczęśliwią osoby w twoim otoczeniu. Będziesz musiał zwalniać pracowników, odmawiać im, karać ich, nie odbierać od nich telefonów i nie ufać prawie nikomu. My mamy miękkie serca i nie damy rady codziennie robić takich rzeczy – to dla nas zbyt stresujące. Ale też chcemy odnosić sukcesy w biznesie! Nie chcemy być matematykami, kompozytorami albo zwykłymi programistami Javy. Chcemy piąć się po szczeblach kariery. Cow takim razie mamy zrobić?


Recepta, która zadziałała w moim przypadku.


Łagodność rozwijamy w czasie dorastania pod wpływem naszych rodziców. Jako dzieci szybko uczymy się, że żeby przetrwać i mieć coś do jedzenia musimy być dla dorosłych mili, a przynajmniej nie rozczarować ich. Później nazywamy te zachowania “łagodnością” i stajemy się z nich dumni. Według mnie jest to problem bez wyjścia. Ci, którzy w dzieciństwie byli traumatyzowani przez poczucie winy nigdy nie będą w stanie obrazić kogoś i odejść nie czując się źle. Są napiętnowani do końca życia.


Jedyna możliwość pozbycia się poczucia winy to strach przed jeszcze większą winą. Przykładowo - kupiłeś dwie porcje lodów i przyjaciel prosi cię, żebyś dał mu jedną z nich. Nie możesz mu odmówić, bo sprawisz mu przykrość. Ale przypominasz sobie, że mama kazała ci kupić dwie porcje i wrócić z nimi do domu. Czułbyś większe poczucie winy, gdybyś zawiódł mamę, więc odmawiasz przyjacielowi i biegniesz do domu. Oczywiście nie możesz też sam zjeść lodów, mimo że masz na to ochotę - boisz się, że sprawisz mamie przykrość.


Ta sama zasada funkcjonuje w biznesie. Ale zamiast kontrolującego rodzica musisz zdefiniować swoje własne “zasady robienia interesów”. Te zasady będą ważniejsze niż jakakolwiek sytuacja z którą spotykasz się w pracy. Musisz ustalić kiedy i dlaczego będziesz odbierał maile i telefony, z jakiego powodu możesz zwalniać pracowników, jakie kary będziesz wobec nich stosował, jakie relacje chcesz utrzymywać ze wspólnikami itp. Będziesz czuł znacznie większe poczucie winy z powodu nieprzestrzegania ustalonych zasad, niż z powodu sprawienia komuś przykrości.


Przynajmniej tak to działa w moim przypadku. Możesz nazwać to samodyscypliną lub systematyką w prowadzeniu interesów, ale tak naprawdę to tylko przeciwdziałanie poczuciu winy.


Podsumowując i odpowiadając na pytanie czy biznesmen może być miły, powiedziałbym, że nie. Ktokolwiek zadaje to pytanie, ewidentnie chce być miły. Jedyny sposób, który udało mi się odkryć, to stworzenie prywatnego kodeksu działania, który pomaga mi być efektywnym bez stresu.


Blog autora.