Wolność a technologia. Gdzie jest granica?

Coraz bardziej zaawansowana technologia ma przede wszystkim sprawiać, że nasze życie stanie się łatwiejsze i bezpieczniejsze. Czy jednak ta pogoń za ułatwieniami nie wpływa jednocześnie na ograniczanie naszej wolności? Co jesteśmy w stanie zaakceptować w imię wygodniejszego życia? Czy jest gdzieś granica, której technologia nie może przekroczyć, aby nie stać się narzędziem przymusu?
 

Ludzkość dzieli się z grubsza na trzy kategorie: tych, którym wszystko jedno, gorących zwolenników jak największej obecności technologii w naszym życiu oraz sceptyków. Dlatego właśnie z jednej strony otrzymujemy co jakiś czas entuzjastyczne informacje na temat przekroczenia kolejnej bariery technologicznej, a z drugiej pojawiają się ostrzeżenia, że bezrefleksyjna wiara w technologię doprowadzi nas do katastrofy. Prawda leży zapewne jak zwykle pośrodku. Czy jednak nie jesteśmy coraz częściej świadkami przesuwania granicy naszej wolności na rzecz komfortu, jaki ma zapewnić nam najnowsza technologia? Ostatnio nierzadko dyskutuje się o tym w kontekście biochipów, które coraz więcej firm chce wszczepiać swoim pracownikom, aby, przynajmniej oficjalnie, ułatwić im pracę. Jak zwykle kij ma dwa końce.
 

Społeczeństwo zachipowanych


Idea wszczepiania chipów pod skórę człowieka nie jest wcale wymysłem ostatnich kilku lat. To pomysł rodem z literatury i filmów science-fiction, ale od dawna również dojrzewał w umysłach różnych naukowców. Już w 2002 roku amerykańscy widzowie mogli zobaczyć w programie „Today Show”, jak wszczepiano rodzinie ochotników biochipy ADS VeriChip. Chip-implant umieszczany był pod skórą prawej ręki, a tę metodę opatentował już w 1999 roku niejaki Thomas W. Heeter. Nie oznacza to jednak, że jako pierwszy wpadł na ten pomysł. Już w 1998 roku gościem programu „Good Morning America” stacji NBC był Kevin Warwick z wszczepionym chipem. Przedstawiono go wtedy jako „pół człowieka, pół maszynę”.
 

Wszystkie te przykłady można by uznać za ciekawostkę i kaprys ekscentryków, gdyby nie coraz liczniejsze w ostatnich latach doniesienia o planach chipowania ludzi na szerszą skalę. Ostatnia z takich informacji pojawiła się nie dalej niż miesiąc temu. W lipcu dowiedzieliśmy się, że amerykańska firma Three Square Market z River Falls w stanie Wisconsin, która zajmuje się produkcją automatów z batonikami i napojami, zamierza wszczepiać chipy NFC swoim pracownikom. Na początek ma to być 50 osób. Pretekstem stał się fakt, że pracownicy często gubią karty dostępowe. Dzięki chipowi nie będą one w ogóle potrzebne, a technologia NFC pozwoli nie tylko otwierać drzwi, ale również płacić bezgotówkowo w firmowej stołówce, logować się do komputerów itd. To nie pierwszy tego typu przypadek. Na początku 2017 roku świat obiegła informacja, że 8 pracowników belgijskiej firmy marketingowej Newfusion zgodziło się na wszczepienie chipów wielkości ziarenka ryżu. Tutaj również pretekstem stało się zapominanie identyfikatorów. Trzeba jednak podkreślić, że w eksperymencie uczestniczyli tylko ochotnicy, a pozostałym pracownikom zaproponowano chipy w biżuterii zamiast pod skórą. Na podobny krok zdecydowała się także szwedzka firma Epicenter w 2015 roku, chociaż tam możliwości chipów NFC były większe niż w Belgii. Szwedzi mogli za ich pomocą również odbierać telefony i obsługiwać różne urządzenia biurowe. Już wtedy firma Kaspersky Lab w swoim biuletynie zauważała, że w istocie na co dzień mamy coraz częściej do czynienia z ludźmi, którzy tak naprawdę zostali w ten czy inny sposób „udoskonaleni” dzięki technologii. Już takie implanty, jak rozruszniki serca czy aparaty słuchowe sprawiają, że ludzie stają się po części maszynami. To być może nieco przesadzone stwierdzenie, ale z drugiej strony trudno porównywać te „klasyczne” implanty z urządzeniami nowej generacji, które umieszczone pod skórą, łączą się z internetem i pozwalają nie tylko otwierać drzwi, ale także robić zakupy online i nawiązywać połączenie z systemami komputerowymi. Przy całej wygodzie takich rozwiązań, trudno jednocześnie nie odczuwać pewnego niepokoju. Kwestia zabezpieczenia systemów komputerowych to przecież ciągle wielki problem. Co, gdy przestępcy przejmą kontrolę nad takim wszczepionym chipem, który dokonuje różnych operacji online?
 

Dwa oblicza technologii, czyli za i przeciw


Trudno przykładać kwestie moralne do samej technologii. Ta nie jest ani dobra, ani zła. Tak naprawdę dopiero działania człowieka sprawiają, że możemy postrzegać pewne rozwiązania technologicznie negatywnie lub pozytywnie. Wydaje się, że kwestią kluczową jest tutaj cel. Niestety, nawet jeśli jest najbardziej szlachetny, niemoralne działania ludzi mogą szybko wydobyć dwa oblicza technologii. Przykładem są opisywane wcześniej chipy. W założeniu mają ułatwiać życie ich właścicielom, zwiększać ich komfort pracy, codzienne funkcjonowanie. To jasna strona mocy. A ciemna? Od razu przychodzi na myśl niebezpieczeństwo wycieku danych, jeśli nie teraz, to z chipów przyszłości. Dla hakerów to może być łakomy kąsek, chociażby do przechwycenia danych związanych z kontami bankowymi. Pozostaje jeszcze kwestia wirusów komputerowych. Przypadek Marka Gassona, brytyjskiego cybernetyka, któremu wszczepiono celowo chip zainfekowany złośliwym oprogramowaniem, pokazuje, że jest się czego bać. Eksperyment potwierdził, że można przenieść wirusa na inne systemy komputerowe za pośrednictwem zainfekowanego chipu. Nie jest to łatwe, ale nie niemożliwe. Takie chipy mogą być również pokusą dla pracodawców, aby gromadzić prywatne informacje na temat pracowników i śledzić ich działania (nie zawsze zawodowe) oraz aktualne miejsce pobytu.
 

Z drugiej strony trudno nie zauważyć, że technologia również wpływa pozytywnie na nasze życie, a nawet go ratuje lub przynajmniej poprawia jego jakość. Przykładów jest wiele. W 2016 roku lekarze z Cardiff w Wielkiej Brytanii wszczepili pacjentce, która z powodu choroby straciła wzrok, bioniczne oko, dzięki któremu znowu zaczęła widzieć. Kilka lat wcześniej amerykańskiemu pacjentowi wszczepiono w czaszkę cybernetyczne oko, które pozwoliło mu rozpoznawać kolory. Technologie i nanotechnologie coraz częściej ratują ludzkie życie. Można sobie wyobrazić chipy, które wszczepiane są chorym osobom i pozwalają zdalnie monitorować ich stan zdrowia, a tym samym błyskawicznie reagować na jego pogorszenie. Być może już niedługo dostępne będą powszechnie nanochipy, które nie tylko będą otwierały drzwi, ale również będą identyfikowały wirusy w naszym organizmie.
 

Wsparcie technologii a prawa ludzi


Używanie chipów wszczepianych pod skórę i podobnych technologii nie musi być złe samo w sobie. Ważne jednak, aby wyznaczyć granicę wolności, której nie wolno przekroczyć. Jedną z takich czerwonych linii powinna być dobrowolność używania technologii wszczepianych pod skórę. Nie może tu być żadnego przymusu. Niech każdy sam decyduje, ile jest w stanie oddać z własnej wolności.
 

Pozostaje jeszcze kwestia poszanowania życia prywatnego i ochrona danych osobowych w przypadku wykorzystania takich rozwiązań jak nanochipy. Nawet jeśli obecna technologia nie pozwala jeszcze na stałe śledzenie ludzi, jutro to się może zmienić. Prawnicy podnoszą tu jeszcze kwestię poszanowania integralności cielesnej i zagrożenie dyskryminacją. O ile na razie mamy do czynienia z przypadkami dobrowolnego wszczepiania chipów, o tyle w przyszłości może się to zmienić. Kto zagwarantuje, że nie stanie się to powszechnym nakazem?
 

Oczywiście możemy twierdzić, że niektóre zagrożenia wynikające z wykorzystania technologii są wyolbrzymiane, ale nie znaczy to, że musimy się zgadzać nawet na małe naruszenia prywatności. Dla wielu osób nie ma dziś to aż tak wielkiego znaczenia. Żyjemy przecież w czasach, gdy nawet najprostszy smartfon zbiera o nas mnóstwo danych, a do tego sami odkrywamy naszą prywatność na takich portalach, jak Facebook. Na nasz własny temat produkujemy ogromne ilości danych, które skrzętnie przetwarzają zaawansowane systemy Big Data. Dopóki robimy to świadomie i zgadzamy się na takie udostępnianie danych, pół biedy. Gdy stanie się to przymusem, granica naszej wolności zostanie przekroczona, a technologia zacznie być zagrożeniem, a nie wsparciem. Czy jesteśmy gotowi bronić tej granicy, czy też wygodnie ustanowimy nową, a potem – następną