Jak odstresować programistę.

Często boli Cię głowa i nie możesz skupić się na kodowaniu? Raz za razem łapiesz infekcje, które skutecznie przeszkadzają w dokończeniu projektu? A może masz kłopoty gastryczne, odciągające nieustannie od komputera? Drogi programisto, to może oznaczać, że systematycznie i konsekwentnie zżera Cię stres. To właśnie on potrafi skutecznie skracać życie. Nie, nie uciekniesz od niego zupełnie. Nie ma tak dobrze! Zresztą, nie o to chodzi. Stres to Twój mechanizm obronny, którego zadaniem jest zmobilizowanie Cię w chwili zagrożenia. Wtedy właśnie wydzielają się takie hormony, jak adrenalina czy kortyzon i to one dają Ci kopa, podwajają Twoją energię. To bardzo przydatne, gdy uciekasz przed dzikim zwierzęciem, która upatrzył sobie Twoja osobę na obiad lub gdy starasz się podciągnąć, zwisając nad przepaścią, ponieważ akurat most się rozleciał. Jednak w codziennym życiu zbyt częste korzystanie z tego dopalacza stresowego nie wyjdzie Ci na zdrowie.

Musisz zdawać sobie sprawę, że zawód kodera jest bardziej niebezpieczny, niż podejrzewałeś. Ocena ryzyka zawodowego programisty, którą dokonuje specjalista BHP, określa wszak, że koder jest nie tylko narażony na przeciążenie narządu ruchu wskutek wymuszonej pozycji (długotrwała praca przy komputerze), grożą mu uderzenia o nieruchome przedmioty (na przykład głową w monitor, gdy kod miał działać, a nie działa), przeciążenie narządu wzroku (złe oświetlenie, zbyt długa praca przy komputerze, gdy na przykład nadciąga niewzruszony deadline) i zagrożenie porażeniem prądem elektrycznym (na przykład gdy dochodzi do przebicia elektrycznego do obudowy komputera lub gdy z wściekłości na powtarzające się bugi przegryzłeś przewód zasilający), ale również programista jest narażony na obciążenie nerwowo-psychiczne (na przykład frustracja z powodu niedziałającego oprogramowania, utraty danych, napiętymi terminami itp.). Drogi koderze, nie ma czasu do stracenia! Uwolnij się od stresu. O tym, jak ważny jest wypoczynek już pisaliśmy w artykule „Wypoczęty programista”, a teraz warto poświęcić nieco uwagi kwestii uwolnienia się od stresu. Podsuń kilka pomysłów Twojemu szefowi, jak odstresować programistę. Możesz w sprytny sposób zaproponować któreś z poniższych rozwiązań.

Stół bilardowy

Nic tak skutecznie nie uspokoi, jak szybka rozgrywka w bilard. Pokryty suknem stół, bile doskonałe w swoim kształcie i kij ściskany w dłoniach. Czego więcej potrzeba? Nawet irytujące wydawałoby się skrzypienie podczas pocierania kredą kija nie wyprowadzi Cię z równowagi. Pochylając się nad stołem, poczujesz, że Twoje koderskie problemy zaraz zostaną symboliczne wpakowane w łuzę wraz z bilą. I bach, jedna za drugą! Zielona, fioletowa, żółta, niebieska, brązowa, czarna… Upsss! Przegrałeś! Oczywiście istnieje możliwość, że nie chwycisz teraz z wściekłością za kij i nie strzaskasz go o stół bilardowy. Prawdopodobieństwo jest jednak małe. To może jednak zdecyduj się na inny sposób odstresowania.  

Konsola do gry

Tak, to będzie to! Nie ma jak zagrać kilka minut na konsoli. Na co masz ochotę? Jakiś shooter? Przygodówka? RTS? A może sportowa gra, na przykład  bilard? Eeee… Jednak pozostańmy przy przygodówkach. Zacierasz podekscytowany ręce i odpalasz konsolę. Zaraz się zacznie! No, może za chwilę, bo od razu pojawia się błąd logowania. W końcu za piętnastym razem się udało! Startujesz. Podziwiasz piękno kolejnych lokacji w rozdzielczości 4K Ultra HD, prowadzisz płynnie Twojego bohatera, rozwiązując kolejne questy. Pojawia się problem z dźwiękiem, coś przerywa. Czyżby znowu nie działał headset? Do tego obraz pojawia się i znika. Z coraz większą rozpaczą poprawiasz HDMI, które nie łączy odpowiednio konsoli i telewizora. Pocisz się. Ściskasz coraz mocniej kontroler. Kolejny quest. Decydujący. I wtedy wszystko się zawiesza. W napadzie szału przegryzasz złośliwy kabel HDMI. Potem wyjesz z wściekłości. Nie, z konsoli jednak zrezygnuj.

Wygodna pufa

Co powiesz na odstresowanie w sposób mniej aktywny? Przyda Ci się do tego wygodna pufa. Im większa, tym lepsza. Znajdź pufę tak ogromną, że spoczywając na niej, bardziej jednak będziesz leżał niż siedział. Przymykasz oczy. Robisz głębokie wdechy i wydechy. Czujesz, że zapadasz w sen. Czujesz… czujesz, że coś Cię uwiera w plecy. Granulat, który wypełnia pufę, najwidoczniej musiał się zbić w jednym miejscu i uwiera, jak wyrzut sumienia, że wylegujesz się tutaj, gdy obok Twoi koledzy z teamu pocą się nad kolejnymi linijkami kodu. To nic, próbujesz jednak uciec nadal w świat snu. Ale ciągle uwiera! Zmiana pozycji na pufie. Teraz uwiera gdzie indziej! Otwierasz oczy wściekły i już w Twojej głowie pojawiają się błyskotliwe plany, jak zemścić się na tej upiornej pufie. Już oczyma wyobraźni widzisz, jak wypruwasz nożem granulat. Już… Czyżby jednak odstresowanie aktywne było lepszym rozwiązaniem?  

Drążek do podciągania

Stres wyciśniesz najlepiej wraz z wysiłkiem fizycznym. Drążek do podciągania to rozwiązanie wygodne, możliwe do zainstalowania właściwie w każdym pomieszczeniu. Po prostu przećwicz Twój stres. Amerykańscy terapeuci często zalecają swoim pacjentom regularne ćwiczenia. W ten sposób nie tylko można wzmocnić mięśnie, ale również wzrasta odporność na stres. Zaczynamy? Jasne! Podchodzisz pewny siebie do drążka. Zaraz pokażesz, co potrafisz. Kilka podciągnięć i chwycisz Twój stres za gardło. Gotowy? Chwytasz drążek. Podciągasz się. Raz i…raz. Upsss! Czyżbyś już po pierwszym podciągnięciu stracił wszystkie siły? Od razu pojawił się ból mięśni? Do diabła z drążkiem! Machasz wściekły ręką.   

Wyścigi rowerowe

Kierunek z wysiłkiem fizycznym na odstresowanie był jednak dobry. Może tylko nieco pechowy okazał się wybór drążka. Ale przecież aktywność fizyczna na drążku się nie kończy. Co powiesz na bardziej tradycyjne rozwiązanie, jakim jest jazda na rowerze? W biurze? Stukasz się w czoło. Może to niekonwencjonalny pomysł, ale sprawdzony już w praktyce. W polskim oddziale firmy Luxoft dyrektorzy ścigali się na rowerach po biurze z pracownikami, a wyniki zapisywano na wielkiej tablicy. Podejmiesz wyzwanie? Być może w ten sposób odstresujesz się błyskawicznie. OK, wskakujesz na siodełko, nogi na pedała, ściskasz kierownicę. Start. Od początku masz świetny czas. Bez problemu wyprzedzasz tego mądralę od front-endu, który siedzi przy biurku naprzeciwko Ciebie. Kolejny zakręt. Wchodzisz błyskawicznie w wiraż. Już widzisz metę przy dystrybutorze wody. Pedałujesz szybciej. Koledzy pozostają w tyle. Dajesz! Dajesz! I wtedy stwierdzasz, że nie działają hamulce Twojego roweru. A ściana coraz bliżej i bliżej. Jeszcze bliżej! Upsss!  

To może jednak idź na spacer. Odpocznij od komputera. Wybierz się do pobliskiego parku i usiądź na ławce. Nie zapomnij jednak założyć maski antysmogowej, dziś powietrze jakieś takie przybrudzone zanieczyszczeniami. Słucham? Maski antysmogowe Cię stresują? Upsss!