Nasza strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Rozumiem

e-Discovery, czyli jak ułatwić pracę prawnikom

Adam Kukołowicz CTO / Bulldogjob
Sprawdź, czym jest e-Discovery i jaki jest realny wpływ tej metody na nasz świat.
e-Discovery, czyli jak ułatwić pracę prawnikom

Wymiar sprawiedliwości w USA wygląda inaczej niż ten w Polsce. Kierowanie sporów na drogę sądową jest o wiele częstsze niż w naszym kraju, więc na pewno nieraz słyszeliście w amerykańskich filmach frazę “Pozwę cię!”. W rzeczywistości większość spraw cywilnych, które dotyczą firm, wygląda w następujący sposób: skrzynki z dokumentami, wydrukowanymi mailami, umowami itp. lądują w jednym pokoju, a następnie grupa stażystów rozpoczyna proces przeglądania dokumentów w celu znalezienia tych, które są ważne dla sprawy.

Z dziesiątek lub setek tysięcy dokumentów wyłania się te kilkaset, czy kilka tysięcy, które mają rzeczywisty związek z postępowaniem. Na tym etapie do pracy siadają bardziej doświadczeni prawnicy, którzy analizują ten wartościowy materiał. Cały proces jest bardzo czasochłonny i energochłonny, ale jest to idealny kandydat do automatyzacji.


e-Discovery

Proces opisany powyżej określa się mianem discovery, co oznacza, że jego celem jest odkrycie dowodów w sprawie. Jego skomputeryzowana wersja nazywa się e-Discovery i aby zrozumieć, o co w tym wszystkim chodzi, przeprowadziłem rozmowę z jednym z programistów z Relativity. Cały proces jest prosty i zrozumiały dla prawnika z USA, ale dla przeciętnego specjalisty IT z Polski nie jest to wszystko takie oczywiste.

Relativity to firma z USA, która rozwija i oferuje rozwiązanie e-Discovery jako SaaS. Niedawno oddział w Krakowie otrzymał certyfikat Top Tech Employer, który potwierdza, że jest to dobre miejsce pracy dla specjalistów IT. W czasie certyfikacji dowiedzieliśmy się, że pracownicy Relativity są bardzo zmotywowani - 95% ankietowanych pracowników stwierdziło, że ich praca się liczy oraz że są zadowoleni z tego, co robią w zespole. Duża część tej satysfakcji płynie właśnie z rozwoju produktu, bo dostarcza to interesujących wyzwań.


Jak to wszystko działa?

Pierwszym krokiem jest zebranie wszystkich dokumentów, które mogą potencjalnie zawierać przydatne dane. Chodzi tu o maila, wiadomości tekstowe, dokumenty Word, PDF-y, arkusze Excela, nagrania oraz zdjęcia. W zależności od podejścia firmy może to być jednorazowa akcja lub proces, który odbywa się każdego dnia. W przypadku codziennej archiwizacji będziemy tu operować terabajtami danych.

Na tym etapie dane nie mają struktury i ciężko jest wyciągnąć z nich wnioski, dlatego kolejny krok jest bardzo istotny. Dane muszą zostać zaindeksowane i ustrukturyzowane, tak aby możliwe było ich przeszukiwanie. W teorii krok ten można dowolnie zrównoleglać. W praktyce, w nieustrukturyzowanych danych jest mnóstwo zduplikowanych informacji. Bardziej się zatem opłaca ograniczenie równoległości przetrwania na rzecz pomijania przetwarzania duplikatów oraz zrównoleglenie przetwarzania niezależnych danych.

W zależności od scenariusza, dane nieprzetworzone lub już ustrukturyzowane muszą trafić na platformę Relativity. W obydwu przypadkach informacje te muszą zostać przesłane niezawodnie i szybko. To właśnie obszar, za który w całości odpowiada team z Krakowa. Używają oni różnych metod w różnych przypadkach. Kiedy połączenie jest znakomitej jakości, to można użyć komunikacji po UDP, podobnie jak będzie to robić HTTP/3. Jeżeli jednak klient wysyła dane po WiFi, to stare dobre HTTP oparte o TCP/IP będzie oferować podobną prędkość transferu i lepszą niezawodność. Jeżeli chodzi o transfer do chmury, to niezastąpiona jest tutaj biblioteka Azure Storage Data Movement, ze względu na bardzo wysoką przepustowość, jaką jest ona w stanie osiągnąć. Relativity i Microsoft współpracują na tym polu, dzieląc się swoimi doświadczeniami. 

Gdy dane znajdą się już na platformie Relativity, to można rozpocząć proces znajdowania dowodów. To tutaj pałeczkę przejmują prawnicy i zaczynają szukać dokumentów, zawierających odpowiednich fraz. Mogą też podglądać każdy typ dokumentu online, wizualizować całe wątki email i powiązania poszczególnych wiadomości, czy też sortować dokumenty po ich przydatności dla sprawy. Relativity oferuje też kolejny komponent, który używa uczenia maszynowego do znajdowania podejrzanych śladów w dokumentach, np. niecodziennych sformułowań w umowach, czy spotkań organizowanych w niestandardowych miejscach i o niestandardowych porach.

Ten wieloetapowy proces oszczędza mnóstwo ludzkiej pracy i generuje lepsze rezultaty niż tradycyjne podejście. Oznacza to, że prawnicy łatwiej mogą dojść do prawdy ukrytej w dokumentach i tym samym domagać się sprawiedliwości na sali rozpraw. Proces e-Discovery jest na tyle modularny, że niektóre jego części mogą być aplikowane w innych obszarach — jak np.w zarządzaniu informacją. Jak widać, wszystko kręci się wokół danych — ich zbieraniu, przetwarzaniu, przesyłaniu i gromadzeniu wartościowych spostrzeżeń z terabajtów danych, pośród których tylko mała część jest tak naprawdę ważna.

Po drodze jest sporo technicznych wyzwań, które trzeba rozwiązywać na co dzień.


Wpływ na rzeczywistość

e-Discovery — oraz legaltech jako cała domena — jest mało znany w Polsce, ale ma spory wpływ na naszą rzeczywistość. Używają go wielkie korporacje i firmy prawnicze. Pomaga też szukać sprawiedliwości w wielu sprawach cywilnych przeciwko firmom, czy nawet rządom państw. Możesz się zdziwić, ale e-Discovery pomogło w ostatnich latach odkryć kilka dużych skandali, które odbiły się szerokim echem na całym świecie. Tak więc nie chodzi tylko o ulżenie użytkownikom, czyli prawnikom, ale też poprawę jakości pracy, którą finalnie robią.

Rozpocznij dyskusję

Lubisz dzielić się wiedzą i chcesz zostać autorem?

Podziel się wiedzą z 160 tysiącami naszych czytelników

Dowiedz się więcej